„Kanonierzy” wygrywają na swoim stadionie turniej towarzyski Emirates Cup. Do zwycięstwa całych rozgrywek Arsenal potrzebowali jednej wygranej w dwóch meczach. Na boisku pojawili się Fabiański i Załuska, ale obaj zagrali bez rewelacji.
Korespondencja z Emirates Stadium
Jak co roku, Arsenal zaprosił trzy czołowe kluby z Europy, aby zmierzyć się z nimi w dwudniowym turnieju towarzyskim. O tryumfie decydowały nie tylko same zwycięstwa, ale i liczba strzelonych bramek. Przy pełnych trybunach widzowie mogli oglądać jednych z najlepszych piłkarzy na Wyspach i w Europie, jak i najlepiej zapowiadających się, choćby Alexandre’a Lacazette, który w piątek wieczorem wygrał mistrzostwa Europy U-19. Francuz do północnego Londynu dostał się na 40 minut przed początkiem sobotniego spotkania Celtiku z Lyonem… by wystąpić w pierwszym składzie!

Mimo towarzyskiego charakteru imprezy, generalny poziom nie zawiódł, choć kibice zapewne liczyli na nieco więcej bramek oraz rozstrzygniętych spotkań: podczas Emirates Cup 2010 aż trzy z czterech meczów zakończyły się remisami.
Zwycięstwo Arsenalu w całym turnieju wisiało na włosku do ostatniego gwizdka sędziego, gdyż późno strzelona przez Celtic bramka, dawałaby Szkotom zwycięstwo.
Celtic Glasgow – Olympique Lyon
Celtic dopiero w ostatnich dziesięciu minutach meczu uratował remis z Olympique Lyon dzięki bramkom Gary’ego Hoopera oraz Georgiosa Samarasa. Mecz zaczął się po myśli Francuzów, którzy przez niemalże 90 minut byli stroną przeważającą.
Wynik spotkania otworzył Mario Bastos, który potężnym uderzeniem z rzutu wolnego pokonał Łukasza Załuskę. Mocno wybita z prawej strony boiska piłka, ominęła zbyt krótki mur piłkarzy Celtiku i zatrzymała się na wewnętrznej siatce bramki Szkotów. Lyonnais podwyższyło prowadzenie w drugiej połowie, kiedy Harry Novillo wykończył składną akcję swojego zespołu. Uderzona piłka odbiła się jeszcze od obrońcy Celtiku i trafiła do siatki obok zmylonego Załuski.
Prowadzenie podopiecznych Claude’a Puela wydawało się niezagrożone, dopóki z bliskiej odległości niskiego dośrodkowania nie wykończył Gary Hooper. Menadżer Neil Lennon świętował tę bramkę niczym wymarzony awans do Ligi Mistrzów, ale faktyczne powody do radości miał na minutę przed końcem spotkania, kiedy Samaras strzałem głową doprowadził do wyrównania przy niefrasobliwej obronie Lyonu.
Arsenal Londyn – AC Milan
W sobotę w głównej potyczce dnia Arsenal zremisował z Milanem, choć spotkanie nie stało na najwyższym poziomie. Gospodarzom brakowało skutecznego wykończenia akcji, choć bramka Marouane’a Chamakha cieszy tak Arsene’a Wengera, jak i kibiców „Kanonierów”. Urodzony we Francji Marokańczyk dostał w 36. minucie świetne podanie od Andrieja Arszawina i nisko posłał piłkę pod interweniującym Christianem Abbiatim.











