Spotkania pomiędzy Wisłą Kraków a Śląskiem Wrocław kibice obu drużyn najczęściej określają mianem meczów przyjaźni. Jednak na boisku często o przyjaźni nie ma mowy. Rację tę potwierdzili w dzisiejszym spotkaniu wrocławianie, którzy nie tylko zawalczyli z teoretycznie silniejszym rywalem, lecz potrafili z nim przekonywająco wygrać.
Od początku spotkania przy piłce częściej byli „Wiślacy”, lecz nie potrafili sobie stworzyć żadnej dogodnej sytuacji do strzelenia bramki. W 10. minucie meczu wynik otworzyli piłkarze z Wrocławia. Piłkę Januszowi Gancarczykowi w środku pola „za darmo” oddał Marcin Baszczyński. Pomocnik gospodarzy pomknął na bramkę Mariusza Pawełka i za chwilę podał do lepiej ustawionego Sebastiana Mili. Napastnik Śląska długo się nie zastanawiał i bardzo mocno „huknął” na bramkę Wisły. Strzał okazał się celny i na tablicy wyników pojawiło się 1 po stronie gospodarzy.

Wrocławianie po zdobyciu bramki przeszli do gry z kontry. Jedna z nich mogła przynieść drugiego gola. Przed szansą stanął Gancarczyk. Po stronie Wisły niewykorzystane sytuacje mieli Rafał Boguski i Brazylijczyk Marcelo. Uderzenie pierwszego minimalnie chybiło (piłka uderzyła w słupek bramki Śląska), a strzał drugiego z główki dobrze wybronił Wojciech Kaczmarek.
Niespodzianka stawała się faktem
Druga połowa to dążenie Wisły do wyrównania. Jednak brak celności w podawaniu piłki i jej rozgrywaniu nie mogły dzisiaj przynieść korzystnego rezultatu. Nieporadność ekipy z Krakowa gospodarze wykorzystali bardzo szybko. Już w 68. minucie wynik meczu podwyższył Krzysztof Ostrowski. Gol był niesamowitej urody i może urastać do miana bramki co najmniej tej kolejki spotkań. Uderzenie padło z 15 metrów i mimo szybkiej reakcji Pawełka było celne i trafiło w samo „okienko”.
Moment później padł kuriozalny gol dla Wisły. Wojciech Łobodziński zacentrował w pole karne gospodarzy, a piłkę uderzył obrońca Śląska – Antoni Łukasiewicz, który okazał się szybszy od jednego z atakujących graczy z Krakowa. Interwencja okazała się na tyle niefortunna, że „Wiślacy” mogli cieszyć się z gola kontaktowego. To zapowiadało nerwową końcówkę. Jednak humor na boisku trwał dalej. Tym razem mogli śmiać się wrocławianie, ponieważ Wisła musiała kończyć mecz w dziewiątkę. Najpierw drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymał Radosław Sobolewski, a chwilę później tym samym kolorem został „poczęstowany” Baszczyński.
Wynik „meczu przyjaźni” nie uległ już do końca zmianie i Śląsk Wrocław pokonał Wisłę Kraków 2:1. Ważnym faktem do odnotowania jest to, że wrocławianie wygrali u siebie z „Wiślakami” po raz pierwszy od 16 lat. Krakowianie po meczu mają minorowe nastroje. Tracą ważne 3 punkty, fotel lidera i… kolejne pozycje w tabeli. W czołówce jest bardzo ciasno i w obliczu zwycięstw drużyn z górnej części tabeli Wisła spada dopiero na 4. miejsce.










