Niedziela w ekstraklasie całkowicie zrekompensowała nam bardzo nieudany początek. Cracovia i Śląsk stworzyły bardzo dobre widowisko, a mecz Legii i Jagiellonii zakończył się niespodziewanym rezultatem.
Piłkarze Cracovii wreszcie zrobili użytek ze swoich mózgów i wysłuchali Podolińskiego przed wyjściem na boisko. Zagrali z polotem i agresją, chcąc za wszelką cenę wywalczyć trzy punkty w starciu z Śląskiem. Nie zapomnieli przy tym o kibicach, którzy chcą oglądać dobre mecze. Nie było więc nawalanki i łamania kości rywalowi, a dobry futbol. I to mimo tragicznie przygotowanej murawy wołającej o pomstę do nieba.
Jesteśmy przekonani, że kibice wracający dziś ze stadionu Cracovii byli bardzo zadowoleni z tego, co zobaczyli. Mecz stał na wysokim poziomie i ładował emocjonalnie oglądających to spotkanie. Zwłaszcza końcówka, gdzie Cracovia zdołała wyrównać wynik meczu, zostanie zapamiętana na długo. Bramkę zdobywa Budziński, a „Pasy” czekają na ostatni gwizdek. Nagle gol dla Śląska, ale sędzia liniowy macha chorągiewką i oznajmia, że piłkarz Śląska był na pozycji spalonej. To na pewno nie były piłkarskie szachy. Piłka chodziła od bramki do bramki i to w bardzo szybkim tempie.
Genialny debiut zaliczył w Śląsku młodziutki Jakub Wrąbel, który zastąpił kontuzjowanego Pawełka. Zanotował kilka świetnych interwencji, a przy tym był niezwykle pewny siebie. Cecha idealna dla bramkarza. A biorąc pod uwagę fakt, iż ma dopiero 18 lat, to już możemy zacierać ręce na kolejny bramkarski talent. Natomiast inny zawodnik Śląska, Grajciar, który miał zastąpić Sebastiana Milę, wypadł wyjątkowo słabo. Lepiej postawić na młodego Polaka, który ma nie mniejsze szanse zagrać lepiej od Grajciara niż on sam.
W Cracovii udany debiut zaliczył Jendrisek i mimo że nie zanotował żadnego punktu do klasyfikacji kanadyjskiej, to pokazał, że w tej Bundeslidze rzeczywiście grał, a nie sprawdzał poziom komfortu ławek rezerwowych np. na Allianz Arena. Pochwalić należy też strzelca bramki dla „Pasów”, Budzińskiego. Chyba najbardziej ze wszystkich na boisku wierzył, że ta bramka wyrównująca padnie dla jego klubu. A była ona jak najbardziej zasłużona.
***
Poziom drugiego niedzielnego meczu tak wysoki nie był, ale bramki i ostateczny rezultat rekompensują nie najlepsze widowisko. Henning Berg wystawił drugi garnitur Legii, myśląc, że „Jaga” Michała Probierza ogra się sama. A tak nie było i norweski trener musiał przełknąć gorzką pigułkę. Jego zmiennicy okazali się za słabi. Jagiellonia wygrywa przy Łazienkowskiej 3:1, a wynik i tak nie oddaje całego przebiegu tego meczu. Ryzykowne ruchy Berga skończyły się tym, że mistrzów Polski dogania już nie tylko Lech, ale i Śląsk i „Jaga”.











