Na inauguracji 4. kolejki Ekstraklasy Korona Kielce zwyciężyła na własnym boisku Cracovię Kraków 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 5. minucie Andrzej Niedzielan.
Pierwsza bramka padła już w 5. minucie meczu. Najpierw doszło do groźnej akcji pod bramką Korony, gdzie po strzale Dudzica piłkę sparował Małkowski, następnie zawodnicy kieleckiej Korony wyprowadzili piekielnie groźny kontratak. Andrzej Niedzielan dopadł do piłki wychodząc sam na sam, po czym zwiódł Łukasza Merdę i wpakował piłkę do pustej bramki.

Najbardziej aktywni w pierwszej połowie byli skrzydłowi Korony, którzy bez problemu radzili sobie z bocznymi obrońcami Cracovii. W 9. minucie Edi mógł podwyższyć na 2:0, jednak jego uderzenie głową znakomicie obronił golkiper „Pasów”, Łukasz Merda. W kolejnych minutach Korona przeważała, stwarzając sobie kolejne sytuacje strzeleckie. Cracovia dopiero w 30. minucie stworzyła sobie sytuację strzelecką. Podanie na szesnastym metrze otrzymał Dariusz Pawlusiński, jednak jego strzał z woleja minął lewy słupek bramkarza gospodarzy. Pięć minut przed końcem pierwszej części gry Andrzej Niedzielan kolejny raz wyszedł sam na sam z Łukaszem Merdą, jednak tym razem bramkarz drużyny gości nie nabrał się na ten sam zwód i wygarnął piłkę napastnikowi Korony spod nóg. Mimo wszystko Niedzielan był na spalonym, czego nie dostrzegł arbiter liniowy. O wielkim szczęściu może mówić bramkarz „Pasów”, Łukasz Merda, bowiem po przypadkowym wypuszczeniu w polu karnym Pavol Stano mając przed sobą jedynie pustą bramkę trafił w słupek.
W drugiej połowie obie drużyny starały się stworzyć sobie sytuacje strzeleckie, jednak po każdym dośrodkowaniu dobrze spisywali się kolejno Małkowski w drużynie Korony oraz Merda w drużynie Cracovii, którzy pewnymi wyjściami do piłki przerywali akcje rywali. W 52. minucie spotkania Cracovia mogła wyrównać straty. Po zagraniu Mariusza Sachy do Bartłomieja Dudzica piłka o mały włos nie wpadła do bramki, jednak dobrze zachował się bramkarz Korony. Dziesięć minut później Hesdey Suart minął kilku zawodników na lewej stronie boiska, po czym próbował odegrać do któregoś z partnerów, jednak w krytycznej sytuacji podanie przeciął Hernani, ze spokojem inicjując nową akcję swojego zespołu. W ostatnich minutach Mariusz Sacha uderzył z dystansu mając nadzieję na zdobycie bramki, jednak Małkowski bez żadnych problemów obronił strzał zawodnika Cracovii. W ostatniej minucie kapitalną sytuację do wyrównania miał Marcin Krzywicki, jednak podanie otwierające drogę do bramki, którego autorem był Pawlusiński na nic się zdało, bowiem Krzywicki trzy metry od bramki uderzył czubkiem buta wprost w interweniującego Zbigniewa Małkowskiego.











