Co prawda w walentynki do rozegrania zostały tylko trzy mecze piątej rundy Pucharu Anglii, ale emocji było równie dużo, co w trakcie sobotnich spotkań.
Jako pierwsi na boisko wyszli piłkarze Boltonu i Tottenhamu. Rozczarowaniem była niska frekwencja na Reebok Stadium. Ci, który postanowili ten mecz sobie odpuścić mogą jednak żałować, ponieważ podopieczni Owena Coyle’a rozegrali jedno z lepszych spotkań od momentu, gdy został on trenerem Boltonu. Goście z Londynu nie byli w stanie znaleźć sposobu na kontrolujących grę gospodarzy, którzy ładnie rozgrywali piłkę i groźnie atakowali. Przyniosło to efekt na dziesięć minut przed przerwą, gdy po kilkunastu podaniach obrona Tottenhamu została „rozklepana”, a akcję zakończył celnym strzałem Davies. Początek drugiej połowy wyglądał podobnie, jednak po godzinie gry do głosu zaczęli dochodzić piłkarze Harry’ego Redknappa. Rozgrywający najlepszy sezon w swojej karierze, Jermain Defoe zdobył wyrównującą bramkę. Kilka minut po tym golu „Koguty” miały szansę na wyjście na prowadzenie, gdy za zagranie ręką Rickettsa sędzia zmuszony był podyktować „jedenastkę” dla gości. Po raz kolejny potwierdziło się jednak, że w Tottenhami nie ma kto strzelać rzutów karnych, a tym razem pechowcem okazał się Tom Huddlestone. Remis może być odbierany przez kibiców Boltonu za niezbyt sprawiedliwy, ale samo spotkanie dostarczyło wielu emocji i zapowiada ciekawy rewanż na White Hart Lane.
Trudnego zadania nie miało Fulham, które na własnym boisku podejmowało drużynę z League Two – Notts County. Po zmianach we władzach tego klubu w ostatnim tygodniu kibice gości z pewnością zastanawiali się, ile pozostało z letnich zapowiedzi o szybkich awansach w kilka lat aż do samej Premier League. Wiadomo już, że zakończyła się ich przygoda z Pucharem Anglii, ponieważ piłkarze Fulham podeszli do meczu z niżej notowanym rywalem bardziej skoncentrowani, niż Wigan w poprzedniej rundzie (które zostało wyeliminowane przez Notts County, oczywiście). Podopieczni Roya Hodgsona zrobili wszystko, by jak najszybciej odebrać gościom nadzieję i w pierwszej połowie udało się to im dwukrotnie. Pierwszego gola dla gospodarzy strzelił Davies, a tuż przed przerwą wynik podwyższył Bobby Zamora. Druga połowa nie wyglądała dla gości lepiej i kolejne dwa trafienia dołożyli Damien Duff oraz Okaka, ściągnięty w styczniowym okienku transferowym do Londynu. Piłkarze Fulham zagrali jak prawdziwi profesjonaliści, ponieważ ani na chwilę nie dali gościom nadziei na wywiezienie korzystnego rezultatu.
Bez wątpienia najciekawszym spotkaniem niedzieli był jednak pojedynek pomiędzy Crystal Palace a Aston Villą. Gospodarze tego spotkania, grający w Championship, także mieli za sobą kilka trudnych tygodni, w których ich klub przejął zarząd komisaryczny, a także sprzedano kilku ważnych zawodników ze składu . Jednak fenomenalna postawa kibiców „Orłów” pomogła im w walce z bardziej uznanym rywalem. Po 24. minutach Crystal Palace wyszło na prowadzenie dzięki trafieniu , ale Aston Villa zdołała przed przerwą wyrównać za sprawą. Gospodarze nie odpuścili także po przerwie, a drugą bramkę strzelił fenomenalnie wykonując rzut wolny z około trzydziestu metrów. Jednak tuż przed końcem meczu serca kibiców „Orłów” złamały. doprowadził do remisu uderzeniem głową po dośrodkowaniu . Mimo wszystko gospodarze są zadowoleni z remisu, choć do awansu zabrakło zaledwie kilku minut. Jednak najbardziej z takiego rezultatu cieszyć się będą nowi zarządcy Crystal Palace, dla których rewanż będzie oznaczał kolejne zyski, tak potrzebne zadłużonemu klubowi z Championship.










