Niedziela, w przeciwieństwie do soboty, nie obfitowała w mecze III rundy FA Cup. Odbyły się tylko dwa spotkania, ale na nudę, brak goli i kontrowersji kibice w Swansea i Mansfield nie mogli narzekać.
Na Liberty Stadium wszystko, co najlepsze, zostawili na koniec
Drużyna Swansea, która już raz w tym sezonie ograła Arsenal, także lepiej zaczęła to spotkanie. W 13. minucie Graham dostał świetne podanie od Barkleya i spoza pola karnego mocno strzelił w kierunku bramki. Piłkę w bok odbił jednak Wojciech Szczęsny. Goście nie potrafili przebić się przez obronę rywali, a w 36. minucie blisko ukarania ich był były „Kanonier”, Kyle Bartley. Młody zawodnik najwyżej wyskoczył w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i świetnie główkował, zatrzymała go jednak poprzeczka. Do przerwy było zatem 0:0.

Dopiero po zmianie stron coś zaczęło się dziać. A lepiej powiedzieć, że w 57. minucie, gdy na boisko wszedł Michu. Hiszpan zaliczył wejście smoka, bo jeszcze jego obecność na murawie liczyliśmy w sekundach, a on już zdobył gola! Przerzucił sobie świetnie piłkę nad Mertesackerem, wyszedł sam na sam i po raz trzeci w tym sezonie nie dał szans Szczęsnemu na obronę! Goście próbowali odrobić straty, tyle że byli nieskuteczni. Aż do 81. minuty, bo wtedy Podolski dostał podanie od Artety i chociaż stał tyłem do bramki, to bez namysłu wykonał obrót i wspaniałym wolejem doprowadził do wyrównania.
Minęło niecałe 120 sekund i goście prowadzili. Tym razem popisał się Kieran Gibbs. Anglik zagrał do Olivera Girouda, a ten, niczym Xavi, pięknym lobem odegrał do swojego partnera, który niewiele myśląc, z całych sił huknął z woleja. Piłka nad rękami Vorma wpadła pod poprzeczkę. To nie był jednak koniec emocji, bo w 87. minucie Swansea miała rzut rożny. Ki przejął piłkę przed bramką i w zamieszaniu sprytnie podał na lewo do niepilnowanego Grahama. Ten, korzystając z dość biernej postawy obrońców, którzy dali mu kilka sekund na spokojne ułożenie sobie piłki, uderzył bardzo mocno obok bezradnego Szczęsnego.
Dzięki tej wspaniałej końcówce jeszcze raz zobaczymy to starcie, z tym że teraz areną zmagań będzie Emirates Stadium.
Sturridge już strzela, Suarez gra w siatkówkę
Wielkich problemów z awansem nie miał Liverpool, chociaż nie obyło się bez kontrowersji. Goście jednak już po siedmiu minutach prowadzili na stadionie Mansfield. Jeszcze szybciej niż Demba Ba swojego pierwszego gola w nowych barwach zdobył Daniel Sturridge. Świetnym prostopadłym podaniem obsłużył go Jonjo Shelvey, a angielski napastnik wykorzystał swoje przyspieszenie, wyprzedził obrońców i pewnym wykończeniem dał swojej drużynie prowadzenie. Taki też wynik utrzymał się do przerwy.
W 59. minucie Liverpool strzelił drugiego gola, choć bramka nie powinna zostać uznana. Ale po kolei. Downing zagrał do wbiegającego w pole karne Suareza, przebywającego od kilku chwil na boisku, ten przebił się przez obrońców i strzelił. Wprost w bramkarza, który odbił piłkę. Futbolówka jednak ponownie trafiła w Suareza, odbiła się od niego i Urugwajczyk kopnął ją do pustej bramki. Problem w tym, że po drodze ewidentnie zagrał ręką, czego żaden sędzia niestety nie zauważył. Napastnik, celebrując gola…, pocałował się w nadgarstek, którym przed chwilą posłużył się do strzelenia gola i ustalenia wyniku na 2:0. Oczywiście można zauważyć, że robi tak często, ale w tych okolicznościach wyglądało to groteskowo.











