Po losowaniu grup Ligi Europejskiej stało się jasne, że Lech Poznań stanie do walki z najbogatszą drużyną świata.
Gdyby na boisku zamiast piłkarzy grały pieniądze mistrzowie Polski nie mieliby szans w starciu z gigantem z Premier League.
Na szczęście piłka nożna jest nieprzewidywalna i to piłkarze z Bułgarskiej wyjdą na City of Manchester Stadium jako liderzy
grupy.
Zdecydowanym faworytem spotkania są gospodarze. Na całe szczęście przy zespole z Bułgarskiej też są pewne atuty.
Pierwszy z nich wynika nie z umiejętności piłkarzy Jacka Zielińskiego, a raczej z pozycji polskiej piłki w Europie i na świecie. Trudno będzie zawodnikom Roberto Manciniego nie zlekceważyć zespołu z kraju, którego reprezentacja zajmuje 69 miejsce w najnowszym rankingu Fifa a zespoły klubowe mają problemy z potęgami z takich krajów jak Azerbejdżan.

Drugim argumentem przemawiającym za Lechem jest nieprzewidywalność drużyny mistrza Polski. Lech ma dwie twarze. Jedna jest piękna i bardzo przyjemnie się na nią patrzy, wręcz można ją podziwiać. Druga to odrażające monstrum, którewychodzi z drużyny „Kolejorza” zazwyczaj w meczach Ekstraklasy. Gra w kratkę to ogromna wada Lecha, ponieważ drużyna powoli traci szansę na obronę tytuły mistrza Polski. Oby dziś Lech był piękny.
Rywal to jedna z najciekawszych drużyn w Europie, a w czasie trwania okresu transferowego na pewno najciekawsza. Dla drużyny z Manchesteru mecze w Lidze Europejskiej są swego rodzaju karą za słabą postawę w zeszłym sezonie Premiership. Od początku przejęcia klubu przez niebotycznie bogatych właścicieli oczywiste jest, że wymarzona jest Liga Mistrzów. W składzie drużyny, której zawodnikiem był niegdyś Kazimierz Deyna, grają prawdziwe piłkarskie gwiazdy. Yaya Toure przyszedł z Barcelony, w której już za nim tęsknią, a o Carlosa Teveza chcą się bić największe europejskie kluby. A propo bicia…w ostatnim czasie doszło do awantury pomiędzy trenerem Mancinim i Tevezem, ale podobno sytuacja jest już opanowana.
Czy Lech ma szanse? Podobno obydwie drużyny wychodząc na boisko mają równe szanse na ogranie swojego przeciwnika. Niestety, ta stara maksyma często nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Czy Lech dziś wykorzysta swoje 50%? Trudno powiedzieć, ale trzeba wierzyć.











