Kto w tym sezonie potrafi zatrzymać Liverpool? Wszyscy! „The Reds” tym razem zremisowali ze Stoke 1:1 choć do 89. minuty prowadzili 1:0.
Liverpool przyjechał do Stoke, aby powalczyć o zwycięstwo nad drużyną, która w tym sezonie oddała 60 celnych strzałów na bramkę rywali. Zważywszy na to, że Stoke zagrało już 20 spotkań nie jest to imponujący wynik i łatwo policzyć średnią trzech strzałów w światło bramki na mecz. W ostatniej kolejce dziesiąta drużyna ligi wygrała z Fulham, strzelając przyjezdnym aż trzy gole, co akurat w przypadku Stoke nie jest częstym zjawiskiem. Czy zatem podopieczni Tony’ego Pulisa są „w gazie”? Odpowiedź brzmi: być może.
Liverpoolowi nie udało się z Britannia Stadium wywieźć trzech punktów. Stoke zachwyciło na początku meczu. Gospodarze wiedzieli, że rywale są w głębokim kryzysie. Ambitna walka i wysoki pressing sprawiły wrażenie, że to Stoke dyktuje na boisku warunki gry. Niepierwszy raz czołową postacią zespołu Tony’ego Pulisa był Rory Delap. Pomocnik znany przede wszystkim ze swoich niezwykle długich wyrzutów z autu już w 10. minucie mógł zaliczyć asystę, lecz zabrakło szczęścia.
Kluczowym momentem w tym spotkaniu były dwie zmiany na początku meczu. Z powodu kontuzji boisko musiało opuścić dwóch kluczowych piłkarzy gospodarzy: Abdoulaye Faye oraz wspomniany Rory Delap. Jakość gry po stronie Stoke wyraźnie się pogorszyła. Liverpool atakował coraz częściej. Nie można jednak powiedzieć, że „The Reds” byli lepsi. Zespół osłabiony brakiem Gerrarda i Torresa długo nie potrafił znaleźć drogi do bramki Sorensena.
Stoke po kilku nieskutecznych atakach straciło wiarę w siebie i cofnęło się na własną połowę. To nie był dobry pomysł… W 58. minucie bardzo słaby w tym meczu Higginbotham sfaulował tuż przed lewym narożnikiem pola karnego Phillipa Degena. Sam poszkodowany podszedł do piłki, ostro dośrodkował, a ta odbiła się od… Dwóch? Trzech? A może i nawet czterech piłkarzy po czym wpadła do siatki. Gola przyznano greckiemu obrońcy Liverpoolu, Kyrgiakosowi, choć trudno powiedzieć, czy było to faktycznie takie oczywiste.
Samego Greka należy na pewno wyróżnić za ten występ. W pewnym momencie komentator krzyknął: „Kyrgiakos is everywhere”! Faktycznie, Grek był wszędzie, prawie wszędzie. Niestety w 89. minucie nie było go przy jednym z piłkarzy Stoke. Gospodarze za sprawą Roberta Hutha doprowadzili do sensacyjnego wyrównania minutę przed końcem i „wydarli” gościom cenne punkty. Na długo ten mecz zapamięta Dirk Kuyt. Napastnik „The Reds” w piątej minucie doliczonego czasu nie trafił do niemal pustej bramki z trzech metrów! Po tej akcji sędzia Lee Mason zagwizdał po raz ostatni…
Liverpool miał szansę awansować na szóstą pozycję w tabeli. Ciekawe, jak tym razem Rafa Benitez wytłumaczy słaby występ swoich podopiecznych.










