Do bardzo ciekawego spotkania doszło w niedzielne popołudnie na Sports Direct Arena w Newcastle, gdzie zespół gospodarzy dowodzony przez Alana Pardew pokonał 1:0 drużynę Norwich, której menedżerem jest były szef „Srok”, Chris Hughton.
Przed meczem Newcastle zajmowało dziesiątą lokatę w tabeli z dorobkiem pięciu oczek, natomiast Norwich plasowało się sześć miejsc niżej z trzema punktami w garści. Był to pojedynek z podtekstem, ponieważ obecny szkoleniowiec popularnych „Kanarków” z Norwich, Chris Hughton, przez blisko dwa lata był menedżerem Newcastle. Decyzją właściciela „Srok” Mike’a Ashleya doszło jednak w 2010 roku do zmiany szkoleniowca, co zostało bardzo źle przyjęte przez fanów klubu z Tyneside, których ulubieńcem był właśnie Hughton. Sukcesorem Irlandczyka został Alan Pardew, który bardzo długo walczył o zaskarbienie sobie sympatii kibiców z dawnego St James Park. Nadspodziewanie dobra postawa w zeszłym sezonie (piąte miejsce) oraz zakwalifikowanie się do Ligi Europy przekonały jednak „Geordies”, jak nazywani są mieszkańcy rejonu Newcastle, i ostatecznie przestali traktować Alana Pardew z rezerwą. W tym sezonie „Sroki” walczą na dwóch frontach, próbując podtrzymać zeszłoroczną formę w lidze oraz zawojować Europę. Idzie im to jak na razie średnio, dystans dzielący Newcastle oraz Norwich w tabeli przed tym meczem wynosił zaledwie dwa punkty.

Mecz rozpoczęła przykra kontuzja Sebastiena Bassonga. Defensor Norwich już w 8. minucie zmuszony został do opuszczenia boiska wskutek urazu. Jego miejsce zajął Michael Turner. Spotkanie rozkręciło się na dobrą sprawę dopiero w 19. minucie. Dysponujący bajeczną techniką ofensywny pomocnik gospodarzy Hatem Ben Arfa zagrał do Demby Ba, a połowa senegalskiego supertandemu napastników dała prowadzenie klubowi z północno-wschodniej Anglii. Po stracie bramki przez „Kanarki” drużyny w dalszym ciągu wymieniały ciosy, aż nadeszła 45. minuta. Zazwyczaj to stoperzy faulują graczy ataku, tym razem stało się jednak inaczej. Napastnik Norwich Steve Morrison sfaulował w swoim polu karnym stopera Newcastle Mike’a Williamsona i sędzia główny tego spotkania, Neil Swarbrick, nie miał innego wyjścia, jak wskazać na jedenasty metr od bramki Johna Ruddy’ego. Kibice „Srok” wstrzymali oddech, a do piłki podszedł Papiss Demba Cisse, rewelacja ubiegłego sezonu. Zawodnik z Senegalu wziął rozbieg i… przestrzelił. W tym momencie pewnie wielu fanom zasiadającym na Sports Direct Arena zabiło mocniej serce. Jak nie idzie, to nie idzie. Od czasów zimowego transferu tego roku z Freiburga senegalski goleador zdążył na wiosnę strzelić 13 bramek w 14 meczach, w tym zaliczył pamiętne trafienie na Stamford Bridge. W tym sezonie jednak Papiss nie może odnaleźć formy z zeszłej kampanii, kiedy taśmowo dziurawił siatkę rywali. Po dwóch doliczonych minutach arbiter zakończył pierwszą połowę.










