W cieniu niedzielnych szlagierów na Goodison Park oraz Stamford Bridge Newcastle United zmierzyło się z West Bromwich Albion. Piłkarze z St James’ Park okazali jednak umiarkowaną gościnność, odprawiając przybyszy z The Hawthorns z pustymi rękami. Spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy 2:1.

Przed meczem w lepszej sytuacji byli piłkarze Steve’a Clarke’a. Zajmowali oni siódmą lokatę w tabeli z 14 punktami zdobytymi w ośmiu starciach. Zespół Alana Pardew znajdował się natomiast cztery miejsca niżej z dziesięcioma oczkami na koncie. WBA jest prawdziwą rewelacją tych rozgrywek, nikt nie spodziewał się tak dobrej postawy zespołu legendy Chelsea, Steve’a Clarke’a. Były asystent menedżera właśnie w Chelsea, ale także West Hamie oraz Liverpoolu od tego sezonu nareszcie dostał szansę sprawdzenia się jako ten pierwszy i jak na razie wypada lepiej niż dobrze. Postawa Newcastle nie jest natomiast żadną niespodzianką, gdyż klub ten po rewelacyjnej ubiegłorocznej kampanii w obecnym sezonie musi łączyć walkę na dwóch frontach, zarówno w Premier League, jak i Lidze Europy. Trudno było tak naprawdę wskazać faworyta w tym pojedynku. St James’ Park to zawsze twierdza trudna do zdobycia, ale przy gorszej formie „Srok” i piłkarzach WBA będących w gazie możliwa do ograbienia z trzech punktów.

Pierwszą dobrą sytuację, a właściwie trzy stworzyli sobie gracze Newcastle. Pomiędzy 11. a 12. minutą meczu strzały na bramkę Fostera oddali kolejno Ben Arfa, Cabaye i Demba Ba. Następna fala ataków nastąpiła w 20. minucie. W ciągu 120 sekund świątynię WBA szturmowali Santon, Ameobi i znów Demba Ba. Starania te nie przyniosły jednak rezultatów i dalej na St James’ Park mieliśmy bezbramkowy remis. Później do głosu starali się dojść gracze Steve’a Clarke’a, ale uderzenia Lukaku oraz Gery nie znalazły drogi do bramki Krula. Przełamanie nadeszło dopiero w 35. minucie. Gospodarzom prowadzenie dał ten, na którego wszyscy „The Geordies” w tym sezonie mogą śmiało liczyć, czyli Demba Ba. Senegalczyk jest jak Zawisza Czarny, można na nim polegać w ciemno i dziesięć minut przed przerwą zdobył swojego siódmego gola w bieżących rozgrywkach. Później oglądaliśmy wymianę ciosów. Dobrą pozycję miał starszy z braci Ameobich, ale przestrzelił. Próbował się odgryźć Romelu Lukaku z WBA, lecz uderzenie młodziutkiego Belga o budowie czołgu nie doszło do celu. Przed przerwą próbował kąsać jeszcze Odemwingie, jednak i popularny „Peter Snow” nie wpisał się na listę strzelców. Do przerwy wynik brzmiał zatem 1:0 dla gospodarzy.












