Liverpool drugi raz z rzędu stracił punkty w spotkaniu z dużo niżej notowanym rywalem. Takim samym wynikiem zakończyło się starcie sąsiadów „The Reds” z Sunderlandem na Stadium of Light, a w końcu ligowe zwycięstwo odnieśli zawodnicy Newcastle, którym punkty dostarczył Bolton.
Liverpool vs. Blackburn 1:1 (0:1)
Liverpool po bezbramkowym remisie na DW Stadium znowu stracił punkty. Tym razem nie udało się pokonać na własnym stadionie ostatniego w tabeli Blackburn. Zgodnie z oczekiwaniami od początku zaatakowali gospodarze. Precyzji w kilku sytuacjach zabrakło jednak Suarezowi, a gdy Carroll skierował już piłkę do siatki, to okazało się, że zrobił to ze spalonego. Gdy wydawało się, że na przerwę obydwa zespoły zejdą przy wyniku 0:0, goście strzelili gola. A raczej dostali w prezencie, bo piłkę po rzucie rożnym do własnej bramki wbił Charlie Adam i pierwsza połowa zakończyła się sensacyjnym prowadzeniem Rovers.

Ta sytuacja musiała porządnie zdenerwować Kenny’ego Dalglisha, który zapewne powiedział w szatni swoim zawodnikom, co myśli o ich grze. „The Reds” w drugiej połowie rzucili się do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków. Efekt przyniosły one dość szybko, bo już w 53. minucie. Obrońcy Blackburn nie najlepiej wybili piłkę po rzucie rożnym, co pozwoliło Skrtelowi na ponowne dośrodkowanie. Słowak zrobił to bardzo precyzyjnie, futbolówka spadła bowiem na głowę niepilnowanego Maxiego, a ten nie miał problemów z doprowadzeniem do remisu. Liverpoolczycy do końca szukali gola na 2:1, ale ani Suarez, ani Downing nie potrafili go znaleźć. Najbliżej szczęścia był jednak Carroll, który na dziesięć minut przed końcem trafił w słupek. Ostatecznie „Czerwoni” stracili dwa punkty, ale odzyskali Stevena Gerrarda, który na boisku pojawił się po raz pierwszy od października.
Sunderland vs. Everton 1:1 (1:0)
Sunderland zremisował u siebie 1:1 z Evertonem i można powiedzieć, że obydwie ekipy miały przy swoich bramkach dużo szczęścia. Spotkanie zaczęło się od ataków gości, jednak najpierw Cahill został zatrzymany przez bramkarza, a następnie Saha przestrzelił w dogodnej sytuacji. Prowadzenie objęły za to w 26. minucie „Czarne Koty”. Po strzale wprowadzonego chwilę wcześniej Colbacka piłka odbiła się jeszcze od Distina i wpadła do siatki nad bezradnym Howardem. Przyjezdni chcieli wyrównać jeszcze przed przerwą, ale na nic zdały się ich wysiłki i pierwsza połowa zakończyła się przy minimalnym prowadzeniu Sunderlandu.
Pięć minut po zmianie stron na tablicy świetlnej widniał już remis. „The Toffees” dostali od Howarda Webba nieco spóźniony prezent gwiazdkowy, arbiter podyktował bowiem dla nich rzut karny, choć powtórki pokazały, że Osman przewrócił się o własne nogi. Na nic zdał się Dudek dance w wykonaniu Westwooda, Baines strzelił z 11 metrów nie do obrony i doprowadził do wyrównania. Taki obrót sprawy bardzo zdenerwował gospodarzy, którzy chcieli po raz kolejny wyjść na prowadzenie, a najwięcej zagrożenia stwarzali po stałych fragmentach gry. Blisko zdobycia bramki prosto z rzutu rożnego był Richardson, później Jagielka prawie pokonał własnego bramkarza po wrzutce z wolnego. W ostatniej akcji trzy punkty liverpoolczykom mógł zapewnić Distin, ale przestrzelił i obie ekipy mogą sobie dopisać po jednym punkcie w tabeli.












