Na Emirates Stadium gospodarze podjęli beniaminka z Newcastle. Podopieczni Chrisa Hughtona są na fali, co wykorzystali właśnie niedzielnego popołudnia, wygrywając z Arsenalem. Ich gra nie była powalająca. Ba, nie mieli oni zbyt wielu sytuacji bramkowych. Zdołali jednak wykorzystać moment zachwiania rywala i to dało im trzy punkty.
Po tym jak „The Magpies” znokautowali Sunderland, wielu trafnie przewidywało, iż po tym spotkaniu zdołają oni pokazać pazur w starciu z „The Gunners”. I chociaż przebieg pierwszej połowy raczej na to nie wskazywał, przed zejściem do szatni zdołali oni dopiąć swego. Wenger posadził na ławce rezerwowych Van Persiego, który w drugiej połowie, po długiej przerwie znów wybiegł na boisko. Hughton zaś postawił na ostatnio niezawodne trio Carroll – Nolan – Ameobi.

Pierwsze 45 minut nie było jednak zbyt porywające. Momentami mogło być nawet nudne, wszak Newcastle nie wykorzystywało swojego potencjału w ofensywie. Arsenal wykazywał inicjatywę przez cały czas i kontrolował boiskowe wydarzenia. Już w pierwszym kwadransie było dość groźnie, kiedy to po faulu Colocciniego sędzia spotkania podyktował rzut wolny sprzed pola karnego Newcastle. Do piłki podszedł Fabregas, który potężnie uderzył w poprzeczkę. Futbolówka odbiła się od niej i groźnie poleciała w górę. Niebezpieczeństwo zażegnał jednak dobrze sprawujący się Krul, który sparował ją na rzut rożny.
Wspomniany Hiszpan był na boisku niezwykle aktywny. Porównywalnie do niego grał Tiote, pomocnik „The Magpies”, którego postawa nie uszła uwadze obserwatorom. Tego dnia Fabregas był jednak bardzo dobrze neutralizowany, a gdy wymagała tego sytuacja, goście nawet potrajali krycie. Widoczny był również Walcott, który starał się wykorzystywać swoją szybkość. Potrafił on się całkiem dobrze odnaleźć na pozycji, lecz w komfortowej sytuacji był łapany na spalonym. Słabiej niż z Sunderlandem (hat-trick) zagrał Nolan, któremu brakowało pomysłu na dobre rozegranie.
Gra rozpędzała się jednak z każdą minutą, co poświadcza przebieg końcówki pierwszej połowy. W 39. Fabregas oddał całkiem groźny strzał z ostrego kąta, a minutę później niesamowitą paradą popisał się bramkarz Newcastle. Nasri dostał świetną piłkę z prawego skrzydła i potężnie uderzył w okienko bramki. Krul zachował czujność i uratował sytuację, prawdopodobnie najlepszą dla Arsenalu w pierwszej odsłonie spotkania. Tymczasem „The Magpies” swój strzał numer jeden oddali dopiero w 45. minucie. Co ciekawe, został on zamieniony na bramkę. Barton wykonał rzut wolny z dość dużej odległości posłał piłkę w pole karne Fabiańskiego, a polski bramkarz zbyt śmiało wyszedł do wysokiego dośrodkowania. Wykorzystał to Andy Carroll, który pokonał go dzięki swojemu wzrostowi i dobrej grze głową.












