Spodziewaliśmy się, że Nene może na stałe zagościć w składzie przeciętnej Jagiellonii, ale jego wyczyny są zdumiewające. To jest naprawdę „pan piłkarz”. Wystarczyło mu sześć kolejek, aby pokazać, że nie przyjechał do Polski odcinać kuponów, tylko po raz pierwszy pokazać się poza Portugalią. Niezależnie od tego, jak potoczy się jego przygoda w Białymstoku, i tak go zapamiętamy.
Bramką w dosłownie ostatniej sekundzie meczu z Miedzią oczarował kibiców z Podlasia. Dzięki cudownemu uderzeniu zrobiło się o nim głośno, a Jagiellonia zdobyła trzy punkty. Ale to trafienie naprawdę potwierdziło jego klasę. Defensywny pomocnik w mocnym stylu przywitał się z rozgrywkami, a przecież tak wiele lat błąkał się po peryferiach portugalskiego futbolu.
Nene i walka, żeby się nie poddać
Nene to nie jest cudowne dziecko portugalskiej piłki, które zgubiło mapę i w wieku 27 lat przyjechało do Polski. Jest wychowankiem Bragi, ale tam skończyło się jedynie na rezerwach. Nie poradził sobie z przeskokiem do piłki seniorskiej. I tak jak wielu młodych chłopaków przepada w wieku 20 lat, podobnie stało się z Nene, który znalazł się wtedy na zakręcie.
– Przeszedłem z juniorów do drużyny B. Byłem tam przez 2 lata, ale grałem bardzo mało. W tamtym okresie rozegrałem tam 15 meczów, skończył się mój kontrakt i musiałem zacząć od nowa. Poszedłem do Montalegre, klubu, który awansował ze szczebla regionalnego do mistrzostw seniorów – opowiada w wywiadzie dla Correio Dos Acores.
Jeszcze za małolata z powodu częstych zmian zamieszkania trafił na trening Benfiki, ale został odpalony, jak wiele dzieciaków. Po Bradze musiał odnaleźć się w innej rzeczywistości. Montalegre to klub z trzeciej ligi portugalskiej. Nie każdy młody chłopak jest w stanie sobie poradzić z aż takim zejściem w dół. Nie tyle sportowym, co organizacyjnym. To trochę dwa światy. Można się załamać i zostać tam na stałe.
– Upadłem mentalnie. Rzeczywistość była zupełnie inna, z cięższymi warunkami pracy. Przeszedłem przez wiele trudności, daleko od wszystkich, to było na granicy z Hiszpanią. Poświęciłem się, nie poddawałem i udało mi się – wspomina trudniejszy moment Nene.
Na szczęście było to tylko roczne wypożyczenie, z którego defensywny pomocnik wyszedł silniejszy. Następne dwa lata spędził w zespole z przedmieścia Bragi – AD Fafe, czyli w klubie z niższych lig w Portugalii. Nene zderzył się ze ścianą, którą okazał się seniorski futbol, i dopiero rok 2019 okazał się przełomowy. Pomocnik z Azorów przeszedł niezłą szkołę życia, zanim zadebiutował w Liga NOS.











