Po spotkaniu z Chorwacją jednym z najbardziej zadowolonych graczy był bez wątpienia strzelec zwycięskiej bramki, Jesus Navas. Zawodnik Sevilli nie chciał jednak, aby nazwano go bohaterem. Jego zdaniem na szacunek zasłużyła cała reprezentacja Hiszpanii.
Korespondencja z Gdańska
Bardzo trudno było porozmawiać z którymkolwiek z reprezentantów Hiszpanii po spotkaniu z Chorwacją. W przeciwieństwie do Chorwatów, którzy mixed zonę opuścili grubo ponad godzinę od zakończenia pojedynku, Hiszpanie przemknęli przez strefę dla dziennikarzy niczym błyskawica raz po raz przecinająca niebo nad gdańskim stadionem. Jednym z nielicznych piłkarzy, który zatrzymał się przy dziennikarzach, był strzelec zwycięskiej bramki, Jesus Navas.

Jakie nastroje panowały przed tym spotkaniem? Wiedzieliście, że pewne wyniki dawały różne układy w grupie, ale jednak nie przejęliście się tym? Czy po prostu Chorwacja była dziś bezsilna?
Ważne było przede wszystkim, aby być pierwszym w grupie oraz oczywiście wygrać z Chorwacją. Cała reszta nie miała dla nas przed tym meczem większego znaczenia, mieliśmy jasno wyznaczone priorytety.
Czyli nikt nawet nie myślał o zwycięskim remisie?
Nie, absolutnie. Dużo się o tym mówiło, faktycznie, ale chyba tylko pomiędzy hiszpańskimi kibicami, a nie piłkarzami [śmiech].
Czy oczekiwałeś w tym meczu aż tak trudnej walki? To nie była wymiana ciosów, obie reprezentacje ukryły się przez większość zawodów za swoją defensywą.
Tak, w naszej grupie mamy dość wyrównane reprezentacje, nawet Irlandia, pomimo wyników, nie była taka słaba. Jednak teraz dopiero będzie trudniej, będziemy na pewno potrzebować też trochę szczęścia oraz przede wszystkim dobrej gry.
Jak oceniłbyś obronę Chorwatów w tym spotkaniu? Momentami stanowili ścianę nie do przejścia nawet dla Was.
Fakt, zagrali fantastycznie. Było trudno, nie będę tego ukrywał, ale cieszę się, że mieliśmy trochę szczęścia, nie wyszła im pułapka ofsajdowa i zdobyłem tego gola.
Przez większą część rywale grali bardzo defensywnie, przycisnęli Was dopiero w samej końcówce.
Mieli kilka szans, faktycznie, dlatego nie oceniam tego jako takiej gładkiej wygranej. Mieliśmy jednak szczęście i… Ikera [śmiech].
Co było kluczowe w odniesieniu zwycięstwa w tym meczu? Obecność tej klasy bramkarza i kapitana?
Każdy element w naszym zespole jest ważny. Iker to bez wątpienia bohater tego starcia, ale kapitalnie zagrał też Iniesta, świetnie zaprezentowali się wszyscy, bez wyjątku. Mój gol to też przecież nie moja zasługa, ja tylko wbiłem piłkę, nic wielkiego. Ale bez wątpienia dużo łatwiej się gra, mając kogoś takiego w bramce.










