Mecz z Gruzją pokazał (lub potwierdził), że kadra „Biało-czerwonych” przeszła prawdziwą mentalną rewolucję, odkąd selekcjonerem jest Adam Nawałka. Czego dowiedzieliśmy się z przebiegu sobotniego spotkania?Wielki potencjał

Gruzini nie są jakimiś wybitnymi przeciwnikami. Ich reprezentacja przeżywa teraz dość poważny kryzys. Brakuje w niej takich liderów, jakimi byli Kaladze, Averladze czy Levan Kobiaszwili, stanowiący o sile mocnych europejskich klubów mniej więcej dekadę temu. Nie można jednak traktować ich jak drużyny amatorskie typu San Marino czy Gibraltar. Na tle Gruzji „Biało-czerwoni” wyglądali w pierwszej połowie niczym mistrzowie świata. Nie bez powodu trener rywali nazwał po meczu naszą kadrę „maszyną”.
Podopieczni Nawałki przez 45 minut atakowali wściekle i zaciekle, wyglądali na takich, którzy wiedzą, że przeciwnik ten mecz przegra. Inna sprawa, że David Loria za pierwszą połowę powinien otrzymać notę ’10’ w sześciostopniowej skali – wyciągał takie piłki, że Robert Lewandowski naprawdę mógł uwierzyć w reprezentacyjną klątwę.
Teraz warto zastanowić się, jak wielki potencjał drzemie w tej kadrze, gdy wszyscy będą zdrowi i w formie. Czołowy bramkarz Premier League, zgrani stoperzy, z których jeden reprezentuje europejską klasę, ofensywni boczni obrońcy, rewelacyjny Krychowiak w środku pola, Błaszczykowski pragnący udowodnić, że ci, którzy go skreślili, nie mają pojęcia o piłce. No i Lewandowski z Milikiem w ataku – jeden to ścisły światowy top, drugi mierzy w to samo miejsce i co najważniejsze – ma ku temu argumenty!
Mentalność zwycięzcy

W sobotnim meczu uderzyło jednak coś zupełnie innego. Tym, czego nie było za Fornalika, a Nawałka wypracował z drużyną, jest prawdziwa mentalność zwycięzców. Druga połowa była znacznie słabsza w wykonaniu naszej kadry, Gruzini potrafili przejąć inicjatywę w niektórych fragmentach spotkania. Mimo to cały czas wydawało się, że „Biało-czerwoni” w końcu dopną swego i zdobędą zwycięską bramkę. Tak się też stało, gol Milika uspokoił naszych piłkarzy. Późniejszy popis Lewandowskiego to był prawdziwy pokaz siły obecnej ikony naszego sportu.
Przejdźmy do meritum: piłkarze Nawałki potrafią wygrać spotkanie nawet po słabszej grze, kadra Fornalika nieraz traciła punkty, choć fragmentami była o klasę lepsza od swoich rywali (dwa mecze z Czarnogórą – najlepszy przykład). Z tak grającą drużyną powinniśmy być spokojni o awans do mistrzostw Europy. Tak na dobrą sprawę wystarczą nam teraz dwa remisy ze Szkocją i Irlandią i oczywiście zwycięstwo nad Gibraltarem. Wielokrotnie wydawało się, że jesteśmy już blisko tej europejskiej czołówki (albo raczej w czołówce „drugiej ligi” europejskich reprezentacji), zawsze jednak przychodził jakiś kryzys. Wydaje się, że z Nawałką za sterem jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek. Nadchodzą dobre czasy dla polskiego futbolu.











