Przez większość kibiców i krytyków był już spisany na straty.W prasie można było przeczytać, że jest już sprzedany, a w Anglii nie ma już raczej czego szukać. Jego sprowadzenie zostało nazwane wyrzuceniem pieniędzy w błoto…
Tak, w wielkim skrócie, wyglądały nastroje kibiców i komentatorów piłki nożnej w Anglii dotyczące Dimitara Berbatowa pod koniec ostatniego sezonu. Bułgar nie spełnił pokładanych w nim obietnic, gazety pisały „Berbat-off” i już przymierzały go do koszulki Milanu. Można się tylko domyślać, jak wiele godzin poświęcił wtedy sir Alex Ferguson na to, by podjąć decyzję w sprawie przyszłości rosłego napastnika. Na pewno nikt nie chciałby być wtedy w jego skórze. Wydanie na niego prawie 31 milionów funtów latem 2008 roku wydawało się co najmniej ryzykowne. Manchester United, kupując Berbatowa z Tottenhamu, pobił rekord wydanych pieniędzy na zawodnika w angielskim klubie (rekord szybko wywindował Manchester City, sprowadzając Robinho za 32,5 mln funtów).

Dokonania bułgarskiego snajpera podczas pobytu na Old Trafford oscylowały pomiędzy niedostateczne a żenujące. Nie takiego napastnika chciano w wielkim Manchesterze po odejściu takich piłkarzy, jak Carlos Tevez i Cristiano Ronaldo. Dużo osób mówiło, że Berbatow jest leniwy, nie pokazuje się do gry, hamuje akcje ofensywne. O ile można było mu wybaczyć pierwszy sezon (14 bramek w 43 spotkaniach) po przeprowadzce z Londynu (czas na aklimatyzację, zgranie, itp.), to kolejny był już poniżej krytyki. Berbatow ponownie w 43 spotkaniach wpisał się na listę strzelców zaledwie 12 razy.
Stało się. Klamka zapadła. Ferguson stanowczo stwierdził, że Berbatow zostaje na kolejny sezon, którego oblicze już znamy. Zawodnik jest obecnie najskuteczniejszym graczem „Czerwonych Diabłów” i z meczu na mecz zaskakuje. Jak na razie Bułgar wystąpił w pięciu spotkaniach i ma na koncie aż sześć bramek. Po ostatniej kolejce, w której Manchester United pokonał odwiecznego rywala – Liverpool F.C., a Berbatow swoim hat-trickiem zapewnił gospodarzom zwycięstwo, w mieście nie mówi się o nikim innym. Tak na marginesie, wysoki napastnik strzelił w tych pięciu kolejkach więcej bramek niż Carlos Tevez w całym sezonie 2008/2009. Bułgar całkowicie przyćmił blask Wayne’a Rooneya, który ciągle boryka się i zapewne będzie borykał z następstwami afery obyczajowej. Wszyscy są zachwyceni bułgarskim snajperem i zdaje się, że Ci, którzy zawczasu pogrzebali jego karierę, teraz kręcą głową z niedowierzaniem.
Jak się jednak okazuje, Berbatow to gracz solidny. Solidny i to nie od połowy sierpnia tego roku. Dużo osób ogląda i porównuje Berbatowa do innych napastników i twierdzi, że Bułgar jest o klasę niżej niż taki Rooney, Tevez, Torres, Drogba czy Robinho. Prawda? Nie do końca. Wiadomo też, że porównywanie różnych nazwisk nie do końca ma sens, bo statystyki nie ujmują tego, co np. zawodnik reprezentuje sobą na boisku, jaką postawę przyjmuje, w jakim stopniu angażuje się w pracę całego zespołu czy jak bardzo uciążliwy jest dla piłkarzy przeciwnika. Biorąc jednak pod uwagę statystyki zdobywanych bramek i asyst Berbatow na tle innych wcale nie wygląda na zawodnika drugiej klasy.












