Lech Poznań już niedługo rozpocznie zmagania w rundach kwalifikacyjnych do Ligi Mistrzów. Jak przyznają włodarze poznańskiego zespołu – priorytetem dla „Kolejorza” jest zapewnienie sobie miejsca w fazie grupowej mniej prestiżowych rozgrywek Starego Kontynentu, czyli Lidze Europy. Trener Maciej Skorża liczy, że w walce o osiągnięcie tego celu mistrzom Polski pomoże ich dotychczasowy napastnik – Zaur Sadajew.
Życzenie 43-letniego szkoleniowca najprawdopodobniej spełni się, gdyż zarówno menedżer czeczeńskiego atakującego Mariusz Piekarski, jak i wiceprezes Tereka Groznego, a więc wciąż pełnoprawnego pracodawcy Zaura, Chajdar Ałchanow, przekonują, że lada moment główny zainteresowany powinien udać się na kolejne wypożyczenie do drużyny z Wielkopolski. Jak określają to dwaj wspomniani wyżej panowie, jedynie „sprawy osobiste” Sadajewa mogłyby pokrzyżować te plany. Wszystko wygląda zatem pięknie, ponieważ Lechowi uda się najprawdopodobniej przedłużyć termin wypożyczenia piłkarza, na którego definitywny zakup nie mógł sobie pozwolić, gdyż kwota miliona dolarów jest dla polskiego czempiona zdecydowanie zbyt duża.
Dlaczego zatem w niniejszym felietonie poruszam temat Czeczena z rosyjskim paszportem, skoro jego sytuacja wydaje się już bardzo mocno klarowna? Ano dlatego, że nie rozumiem, z jakiego powodu „Kolejorzowi” tak bardzo zależało na tym, by w ciągu kilkunastu kolejnych miesięcy mieć w swojej kadrze napastnika, który ze względu na charakterystyczny zarost przypomina znacznej części kibiców fightera MMA, Mameda Chalidowa. Przecież w Polsce jest kilku(nastu) lepszych, a przede wszystkim SKUTECZNIEJSZYCH snajperów od niego, np. Kamil Wilczek, Mateusz Piątkowski czy niechciany w Legii Orlando Sa. Co prawda wspomniane trio bardziej interesowała gra w zagranicznych ligach, ale znając życie, odpowiednio obszerna walizka z pieniędzmi zapewne przekonałaby ich do przyjęcia propozycji Lecha. Być może poznaniacy zamierzali pozyskać któregoś z asów polskich boisk, a ewentualne fiasko w negocjacjach zmusiło władze sensacyjnego bądź co bądź triumfatora T-Mobile Ekstraklasy 2014/2015 do pertraktowania z Sadajewem, ale i tak wydaje się, że ten romans na dłuższą metę nie ma prawa przetrwać.
Trener Skorża broni swego podopiecznego i przekonuje, że ledwie pięć strzelonych goli w 28 meczach zeszłego sezonu polskiej elity (razem z występami w Lechii Gdańsk, do którego wcześniej był wypożyczony z Tereka) nie jest wynikiem złym, a jego największy atut stanowi wszechstronność i wola walki. Rzeczywiście, trudno nie przyznać opiekunowi lechitów racji, a jeśli chodzi o cechy wolicjonalne Sadajewa, to mizerna, a może nawet zatrważająca wręcz nieskuteczność Z.S. pod bramką przeciwników, na pewno nie jest już wielkim problemem w grze napastnika. Wiadomo, że nie zawsze liczba zdobytych bramek świadczy o klasie snajpera, ale trudno też bez przerwy udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy główne żądło danej drużyny bardzo długo pozostaje stępione.











