Nie tak miały wyglądać odbywające się na polskich boiskach eliminacje do młodzieżowych mistrzostw Europy do lat siedemnastu. Uznawany za wybitnie zdolny rocznik 1998 był murowanym faworytem do wygrania swojej grupy eliminacyjnej, tymczasem reprezentacja Polski zakończyła turniej eliminacyjny na ostatnim, czwartym miejscu.
Arsenal, Chelsea, Borussia Dortmund, Hoffenheim i FC Salzburg. Do tego oczywiście Legia, Lech i Jagiellonia. Biorąc pod uwagę przynależność klubową naszych zawodników, wysokie oczekiwania wobec reprezentacji U17 wydawały się uzasadnione. Presji na zawodnikach nie zmniejszył też selekcjoner Robert Wójcik, mówiąc w wywiadach o niezwykłej sile naszej kadry. Ostatecznie okazało się, że były to słowa (przynajmniej na obecną chwilę) zdecydowanie na wyrost.
Gdy w październiku w gruzińskim Tbilisi odbyła się pierwsza runda eliminacji, wokół kadry zapanowała euforia. Podopieczni trenera Wójcika pokonali wszystkich rywali (Gruzja, Liechtenstein, Estonia), strzelając dziewięć bramek i nie tracąc żadnej. Z jednej strony przeciwnicy nie byli wówczas imponujący, z drugiej – wyniki zdawały się tylko potwierdzać znakomitą dyspozycję, bowiem dwa miesiące wcześniej Polacy wygrali towarzyski turniej o Puchar Syrenki, pokonując znacznie bardziej renomowane drużyny(imponująca wygrana 4:0 ze Szwecją w finale). Gdy okazało się, że rywalami naszej reprezentacji w drugiej, ostatniej rundzie eliminacji będą Irlandia, Grecja i Białoruś, a turniej odbędzie się w Polsce, właściwie zaczęto się zastanawiać, z kim przyjdzie nam grać na samych mistrzostwach. Jak się jednak okazało, optymizm był przedwczesny.
Turniej eliminacyjny zaczął się dla nas meczem przeciwko Białorusi. 21 marca na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim spodziewaliśmy się nieprzyjemnie grających przeciwników, nastawionych na kontry. Oczekiwania potwierdziły się, nasi wschodni sąsiedzi skupieni byli głównie na organizacji gry defensywnej i posyłaniu długich piłek do przodu. Największą niespodzianką było jednak to, że Polacy nie potrafili sobie poradzić z tak grającym rywalem, atakowali więc zupełnie bez pomysłu. Zawodnicy ofensywni nie oddawali strzałów na bramkę Białorusi, trudno więc było oczekiwać korzystnego rezultatu. Białorusini byli natomiast bardzo skuteczni, po fatalnych błędach naszej obrony i dwóch bramkach Antona Bieleziaka zwyciężyli 2:0.
Rozpoczęcie turnieju było bardzo złe, wciąż jednak były nadzieje na zajęcie choć drugiego miejsca w grupie (siedem z ośmiu ekip z drugich miejsc awansuje do turnieju głównego). Drugim rywalem była Grecja, która nie jest z pewnością słabsza od Białorusi. Styl gry naszego zespołu nie uległ niestety zmianie, dalej brakowało jakości w ofensywie. Grecy umieli wykorzystać jedną sytuację w meczu i po golu Giannisa Tsingosa pokonali Polaków 1:0.
Ostatni mecz okazał się być tylko spotkaniem o honor. Naszym rywalem była spisująca się zaskakująco dobrze reprezentacja Irlandii. Grający bez presji Polacy wreszcie pokazali się z lepszej strony. Już w 10. minucie podopieczni trenera Wójcika objęli prowadzenie po doskonałej akcji zespołowej. Piłkę w środku pola przechwycił Bielik i znakomicie uruchomił podaniem Mateusza Ostaszewskiego, który kapitalnie dograł piłkę na skrzydło do wbiegającego Kamila Jóźwiaka, którego płaskie dośrodkowanie na gola zamienił Paweł Kaczmarczyk. Nasi reprezentanci dominowali przez całą pierwszą połowę, przez większość drugiej części meczu również kontrolowali spotkanie. Pod koniec do głosu zaczęli dochodzić Irlandczycy, ostatecznie jednak wynik nie uległ zmianie. Honorowe zwycięstwo Polaków stało się faktem. Do turnieju głównego awans wywalczyły reprezentacje Grecji i Irlandii.










