Angielskie kluby poznały już swoich rywali w europejskich pucharach, dla jednych los okazał się bardziej łaskawy, dla innych mniej. W mieszanych humorach przystąpią więc drużyny do trzeciej, ostatniej przed przerwą reprezentacyjną, kolejki Premier League. Kto zdoła podtrzymać zwycięską serię? Kto się przełamie? Kto zaskoczy?
1) Czyja obrona okaże się mniej dziurawa?
Kiedy na otwarcie sezonu 2016/2017 Arsenal mierzył się z Liverpoolem, obie drużyny nie oszczędzały amunicji. Mecz zakończył się wygraną Liverpoolu 4:3, a gdy emocje już opadły, zaczęto rozwodzić się nad beznadziejnością formacji obronnych obu ekip. Przez rok zmieniło się naprawdę niewiele, gdyż w pierwszej kolejce obie drużyny dały sobie wbić po trzy bramki. „Kanonierzy” zaliczyli jeszcze wpadkę w Stoke, podczas gdy „The Reds” szczęśliwie ograli Crystal Palace 1:0. Gra obu zespołów jak na razie nie zachwyca i wiele wskazuje na to, że znów będziemy mieli okazję obejrzeć niezwykle otwarte spotkanie. Do składu Arsenalu wracają Alexis Sanchez oraz zawieszony za czerwoną kartkę Laurent Koscielny. Liverpool natomiast wciąż będzie musiał radzić sobie bez Philippe Coutinho, którego przyszłość w klubie stoi pod znakiem zapytania.
W meczu, który określany jest mianem hitu kolejki, trudno jednoznacznie wskazać faworyta. Kluczowe mogą okazać się powrót Koscielnego i Sancheza oraz spotkanie rozgrywane w środku tygodnia przez Liverpool. Wielce prawdopodobne jest jednak, że znów będziemy świadkami porywającego widowiska. Najlepszą zapowiedzią niech będzie fakt, że jak do tej pory po 90. minucie spotkań obu drużyn padło łącznie 17 goli, co jest najwyższym wynikiem w Premier League.
2) Czy „Czerwone Diabły” potwierdzą swoją siłę z mocniejszym rywalem?
Dwie okazałe wygrane Manchesteru United w dwóch pierwszych kolejkach sezonu raczej nie napawają optymizmem fanów Leicester. Wyjazd na Old Trafford może się okazać najtrudniejszym jak dotąd dla „Lisów” wyzwaniem. Drużyna z Manchesteru dała pokaz siły, pokonując 4:0 West Ham oraz ogrywając tym samym stosunkiem bramek Swansea. O ile „Młoty” nie miały w meczu zbyt wiele do powiedzenia, o tyle Swansea, choć wynik na to nie wskazuje, zdołało już United postraszyć. Gra zawaliła się dopiero w momencie straty gola po stałym fragmencie gry. „Łabędzie” zmuszone były atakować, co skrupulatnie wykorzystywała ofensywa „Czerwonych Diabłów”. Z tego spotkania swoją naukę wynieść musi Leicester. Plan? Chyba najbardziej oczywisty z możliwych – nie dać sobie szybko strzelić gola. Kto, jeśli nie właśnie „Lisy”, ma podołać temu zadaniu?
Trzeba też przyznać, że gra klubu z King Power Stadium wygląda w tym sezonie naprawdę dobrze. W pierwszej kolejce pechowo przegrał z Arsenalem, by w drugiej nie dać szans beniaminkowi z Brighton. Swoją dobrą dyspozycję zademonstrował Shinji Okazaki, który pomimo przyjścia Kelechiego Ieanacho nie zamierza łatwo oddać skóry. O ewentualnym transferze zdaje się też nie myśleć Ryiad Mahrez, co pokazał, rozgrywając świetne spotkanie przeciwko Brighton. Leicester może być klubem, który jako pierwszy realnie zagrozi „Czerwonym Diabłom”, na co podopieczni Jose Mourinho na pewno są odpowiednio przygotowani.











