Już w poniedziałek w Zurychu o godzinie 20 odbędzie się gala, na której zostanie wręczona nagroda dla Piłkarza Roku na Świecie wg FIFA. Ceremonia będzie transmitowana za darmo na cały glob. Nagrodę otrzyma ktoś z poniższej trójki: Kaka (Brazylia), Lionel Messi (Argentyna) i Cristiano Ronaldo (Portugalia). Jednak moim skromnym zdaniem jest to wybór iście niesprawiedliwy.
Być może wyżej wymienieni grają dobrze, ale nie znaczy to, że są najlepszymi piłkarzami na świecie. Taki Cristiano Ronaldo ma więcej żelu na głowie niż komórek mózgowych. Zarówno on, jak i jego dwaj rywale są uważani za najlepszych tylko dlatego, że grają w silnych klubach. Ciekawe, czy gdyby Kaka grał w TP Mazembe (Demokratyczna Republika Kongo), Messi w Waitakere United (Nowa Zelandia) a Cristiano w San Juan Jabloteh (Trynidad & Tobago), też byliby za takich uważani? Szczerze wątpię.
Jestem zdania, że trzej wyżej wymienieni panowie są może nie tyle najlepszymi graczami na świecie, co najbardziej popularnymi. Na całym globie znalazłoby się co najmniej kilku graczy, którzy w przekroju ostatnich miesięcy również zasługiwaliby na tę nagrodę, jednak nie mają na to szans. Dlaczego? Bo grają w słabszych, nieeuropejskich klubach i w reprezentacjach, które nie są zaliczane do najlepszych na globie.
Jest jednak co najmniej czterech zawodników, którzy zasłużyli na miano Piłkarza Roku na Świecie co najmniej w takim stopniu co Kaka, Messi czy Żelboy z Manchesteru. W przekroju ostatnich miesięcy grali nie gorzej niż ‘święta trójca’, ale przecież nie w Europie, więc dlaczego mieliby zostać wzięci w poczet kandydatów do nagrody FIFA?
Pierwszy z nich to napastnik z Demokratycznej Republiki Kongo, Tresor Mputu. Człowiek ten w ostatnich latach osiągnął znakomitą średnią bramkową w barwach klubu, w którym gra – TP Mazembe. W 30 meczach zdobył aż 34 bramki. Interesują się nim kluby pokroju Sewilli czy Arsenalu. Dlaczego nie został kandydatem do Piłkarza Roku? Bo gra zaledwie w lidze DRK. A kto mi pokaże zawodnika w silnym europejskim klubie z taką skutecznością? Po prostu takiego nie ma.
Drugim jest blisko już 30letni bramkarz reprezentacji Gwadelupy Franck Grandel. Niektórych może dziwić umieszczenie tak starego piłkarza na mojej liście. Należy jednak pamiętać o starej piłkarskiej prawdzie: że bramkarz jest jak wino – im starszy, tym lepszy. I tak jest w przypadku Grandela. To właściwie tylko dzięki niemu słabiutka reprezentacja Gwadelupy na tegorocznym Złotym Pucharze strefy CONCACAF odpadła dopiero w półfinale, wcześniej pokonując między innymi Kanadę i Honduras, a odpadając po minimalnie przegranym meczu z Meksykiem.
Mimo takiej dobrej postawy w reprezentacji Grandel jest zaledwie etatowym grzewczym ławkowym w FC Utrecht. Dlaczego? Zapewne dlatego, że Złoty Puchar to nie Liga Mistrzów czy nawet Mistrzostwa Europy. Według wielu futbolowych laików turnieje pokroju wspomnianego czy Pucharu Narodów Afryki są zupełnie zbędne, gdyż tylko męczą zawodników wywodzących się spoza Europy. A tymczasem to właśnie na tego typu turniejach zaczyna wielkie kariery multum wspaniałych piłkarzy. Ale co to obchodzi kibiców, dla których liczy się tylko Liga Mistrzów?










