Po wygraniu w 2005 roku rozgrywek Ligi Mistrzów przez Liverpool, mówiło się o nowej erze sukcesów „The Reds” pod wodzą Rafy Beniteza. Z szumnych zapowiedzi nic nie wyszło, bo angielska drużyna co roku przegrywa rywalizację o mistrzowski tytuł z Chelsea Londyn lub Manchesterem United. O problemach Liverpoolu, Beniteza i kibiców z Anfield Road rozmawiają, w ramach cyklu publicystycznego „Na trybunie”: Tomasz Bejnarowicz, Kacper Gawłowski, Artur Kocurek oraz Łukasz Koszewski.
T.B.: Kibice „The Reds” czekają na tytuł mistrzowski od 1990 roku. Ta zła passa będzie trwać przynajmniej kolejny rok, bo drużyna Rafy Beniteza w obecnym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań. Dlaczego ekipa z Liverpoolu tak zawodzi w rozgrywkach ligowych?

K.G.: Według mnie wpływ na to ma kilka czynników. Po pierwsze pomiędzy Rafą Benitezem a piłkarzami coś się wypaliło. Inną sprawą jest kiepska w ostatnich latach polityka transferowa. Hiszpański szkoleniowiec sprowadził na Anfield swoich rodaków, którzy nie do końca pasują do stylu gry Premiership. Z tego iberyjskiego zaciągu sprawdzają się tylko Torres i Reina. Ponadto „The Reds” od dawna są ekipą grająca w kratkę, w LM dali radę, bo tam wymaga się pokazania pełnej gamy umiejętności w kilku meczach, a nie równej formy przez cały sezon.
Ł.K.: Mnie się wydaje, że w pewnym sensie Rafaela Beniteza trochę zjadła rutyna. Starał się przygotować swój zespół do rozgrywek tymi samymi sposobami, ale gdzieś pominął jakiś szczegół, co obecnie rzutuje na formie jego piłkarzy. Poza tym na słabszą postawę „The Reds” wpływ ma brak znaczących wzmocnień oraz uzależnienie gry zespołu od kilku graczy. Ich brak potem skutkował kiepskimi wynikami.
A.K.: Zgadzam się z większością słów i czynników, które wymienili moi poprzednicy, ale ja dodam też coś od siebie. Liverpool po prostu jest zbyt słaby psychicznie. W zeszłym sezonie wspaniale się spisywał i zajął drugą lokatę. Media w obecnym sezonie również stawiały Liverpool w czołówce stawki walczącej o tytuł. Śmiem sądzić, że piłkarze Beniteza nie poradzili sobie po prostu z wszechobecną presją.
Ł.K.: Poprzez pryzmat Rafaela Beniteza możemy zobaczyć, jak różne są ligi angielska i hiszpańska. Liverpool jest klubem słynniejszym, występują w nim większe gwiazdy oraz wyższe są wymagania. Liverpool nie jest i nie będzie Valencią, która nie była faworytem starć z Barceloną i Realem. To on mógł być tam największą gwiazdą. W Anglii tak nie jest, Benitez nie może temu podołać.
T.B.: Dzisiejszy Liverpool to przede wszystkim Steven Gerrard i Fernando Torres. Czy można osiągać sukcesy, gdy drużyna w tak dużym stopniu jest uzależniona od formy i zdrowia tych dwóch graczy?










