W meczu 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lech Poznań pokonał łódzki Widzew 1:0. Gola na wagę zwycięstwa dla podopiecznych Mariusza Rumaka strzelił Rafał Murawski.
Już w 2. minucie goście z Poznania mogli wyjść na prowadzenie. Z prawej strony dośrodkowywał Ceesay, a blisko oddania strzału był Bereszyński. Zabrakło naprawdę niewiele. Lechici przeważali. Byli częściej w posiadaniu piłki i to oni dyktowali warunki gry. Widzewiacy nastawili się wyłącznie na kontry. Po początkowej przewadze „Kolejorza” mecz się wyrównał. Gra przeniosła się do środka boiska. Dobrze spisywały się obie formacje obronne, które nie pozwalały na bezpośrednie zagrożenie swoich bramek.

W kolejnym kwadransie pierwszej połowy dalej nic się nie działo. Żadna z drużyn nie potrafiła oddać celnego strzału na bramkę przeciwnika. Obie ekipy miały ponadto problemy z wybijaniem stałych fragmentów gry, posyłając piłkę zupełnie nie tam, gdzie powinni.
Ostatnie piętnaście minut również nie powaliło na kolana. Gra była szarpana, brakowało jakichkolwiek składnych akcji, nie mówiąc już o sytuacjach podbramkowych. Jedyne zagrożenie, które potrafili stworzyć piłkarze obu drużyn, miało miejsce po rzutach rożnych czy wolnych. Nie wynikało to jednak z przemyślanych decyzji, tylko z kompletnego przypadku. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis.
Goście mogli wyjść na prowadzenie już kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania. Wtedy to piłkę przed polem karnym otrzymał Gergo Lovrencsics i oddał bardzo groźny strzał na bramkę Dragojevicia. Golkiper Widzewa nie obronił tego uderzenia, ale podopiecznych Radosława Mroczkowskiego uratowała poprzeczka.
Dziesięć minut później ekipa Mariusza Rumaka po raz kolejny mogła wyjść na prowadzenie. Tym razem po karygodnym błędzie Łukasza Brozia piłkę przejął Aleksandar Tonew, który wyłożył piłkę Lovrencsicsowi. Węgier oddał ponownie bardzo groźny strzał na bramkę gospodarzy, ale tym razem świetną interwencją popisał się Milos Dragojević.

Swoją okazję na otworzenie wyniku mieli także podopieczni Radosława Mroczkowskiego. W 70. minucie z rzutu rożnego z prawej strony boiska dośrodkował Rybicki, a głową uderzył Mehdi Ben Dhifallah, który trafił wprost w poprzeczkę bramki Buricia.











