Widzew Łódź wygrał wczoraj na własnym stadionie z Polonią Warszawa, a wkład w to zwycięstwo miał z pewnością Piotr Mroziński, młody pomocnik łodzian. Niespełna 19-letni zawodnik walczył bez kompleksów przeciwko doświadczonym graczom „Czarnych Koszul”. I choć w końcówce brakowało mu już sił, to po spotkaniu miał dużo powodów do radości.
Jak oceniasz przebieg spotkania?
Na początku mieliśmy kilka sytuacji, niestety nie udało się ich wykorzystać, ten pojedynek mógł mieć zupełnie inny przebieg, już w początkowej fazie gry mogliśmy sobie ułożyć mecz. Trzeba było strzelić bramkę, na szczęście tuż po rozpoczęciu drugiej połowy zdobyliśmy gola i udało się doprowadzić zwycięstwo do końca. Mecz nie rozgrywał się w środku pola, tylko długimi podaniami, było naprawdę dużo walki. Spotkanie było bardzo ciężkie, pogoda też nie sprzyjała grze.
Końcówka była bardzo nerwowa, podobnie jak z Wisłą, ale tym razem z happy endem.
Wiedzieliśmy, że w końcówce Polonia będzie atakować, cofnęliśmy się i staraliśmy się nie popełnić tego błędu co z Wisłą. Udało się.
Dużo sił Was kosztowało to spotkanie. Było to widać w ciągu ostatnich dziesięciu minut.
Było bardzo gorąco, trzeba było zostawić na boisku niezwykle dużo sił, by wygrać, zagrać na sto procent.
Jesteś młodym zawodnikiem. Wytrzymałeś całe spotkanie?
Tak szczerze, to w końcówce już zabrakło sił. Byłem zmęczony i to było po mnie widać.
Nie było chwili zwątpienia, gdy po dobrych 20 minutach nie udało Wam się strzelić bramki?
Zdarzają się takie sytuacje, nawet najlepsi nie strzelają rzutów karnych. Zawsze trzeba walczyć do końca.
Jak się grało przeciwko Polonii, która jest jednym z faworytów do zdobycia mistrzostwa Polski? W środku byli Trałka, Jeż i Bruno, miałeś jakieś kompleksy przed meczem?
Nie miałem żadnej tremy. Jest wiele trudnych spotkań w ekstraklasie, nie można patrzeć, czy to jest Polonia, czy Wisła, trzeba wyjść i walczyć na sto procent, zostawić wszystkie siły na boisku.










