Mecz Lech – ŁKS został rozstrzygnięty w pierwszej połowie. Poznaniacy zaaplikowali przyjezdnym aż cztery bramki i w drugiej odsłonie mogli spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku.
Z takiego obrotu sprawy nie do końca zadowoleni byli kibice, którzy po przerwie chcieli zobaczyć kolejne bramki dla drużyny „Kolejorza”. Dlaczego Lech w drugiej połowie nie strzelał?
– Kusiło nas, żeby podwyższyć rezultat. Jednak przede wszystkim chcieliśmy zagrać na zero z tyłu, a także uniknąć niepotrzebnych kontuzji. Dlatego graliśmy drugie 45 minut spokojnie – tłumaczył Mateusz Możdżeń.
Po meczu piłkarze Lecha nie ukrywali zadowolenia z rezultatu. Przez ostatni tydzień ciążyła na nich ogromna presja, a efektowne zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach są wymogiem minimum, aby choć trochę zamazać obraz niezbyt udanej jesienni.
– Szkoda, że dopiero gdy mamy nóż na gardle i musimy gonić inne zespoły, to gramy tak efektownie. Osobiście po raz pierwszy spotkałem się z takim kryzysem w Lechu. Za dużo jeszcze w piłkę nie pograłem, więc czułem ciężącą presję. Musimy wygrać jeszcze ostatni mecz w tym roku – mówi Możdżeń.










