Lech Poznań nadal bez formy. Mistrz Polski zremisował na własnym boisku z Polonią Warszawa, a wynik został przyjęty jak porażka.

Środowy mecz miał dwa oblicza. W pierwszej połowie dominowała Polonia Warszawa, a gracze Lecha obudzili się dopiero w drugiej odsłonie spotkania, ratując jeden punkt.
– Fatalna była pierwsza połowa w naszym wykonaniu. W drugiej zaczęliśmy grać już jak w europejskich pucharach. Ten remis to dla nas jak porażka. Nie mam żadnego wytłumaczenia – mówi Mateusz Możdżeń.
Po stracie dwóch bramek, Lech starał się atakować, ale groźniejsze sytuacje stwarzała Polonia. Gdyby nie pudło z najbliższej odległości Artura Sobiecha, gracze „Kolejorza” mogliby się już nie podnieść.
– Przegrywając 0:2 musieliśmy się odkryć, gdyż nie było czego bronić. Nagle się obudziliśmy i zaczęliśmy grać swoją piłkę – tłumaczy młody pomocnik.
Dla wielu zaskoczeniem był wyjściowy skład Lecha. Na lewej obronie zagrał będący w słabszej formie Seweryn Gancarczyk, natomiast po prawej wracający po kontuzji Grzegorz Wojtkowiak.
– Skład to decyzja trenera. Rozumiemy, że gramy co trzy dni i w drużynie musi być rotacja – kończy Możdżeń.











