Mbaye Jacques Ndiaye dał się poznać kibicom PKO Ekstraklasy z dość ciekawej perspektywy. Szybkość, przebojowy drybling, (do niedawna) słabe wykończenie i podejmowanie decyzji na zdumiewająco niskim poziomie — tym wyróżniał się skrzydłowy Motoru. Lecz odkąd wyleczył uraz stawu skokowego (nabawił się go w meczu z Radomiakiem) jest to całkiem inny piłkarz. Cztery gole i jedna asysta w samym 2026 roku mówią same za siebie.
Broniący się przed spadkiem Motor Lublin zimą potrzebował wzmocnień. Jednak klub zdecydował się ściągnąć tylko jednego piłkarza. 27-letni Thomas Santos — bo o nim mowa — w teorii mógłby być konkurencją dla popularnego „Jacka”. Jednak forma, którą prezentuje Senegalczyk, gwarantuje mu miejsce w składzie zawsze, kiedy tylko jest dostępny. Skąd się wzięła wysoka forma tego piłkarza?
Pozycja
Odkąd Ndiaye dołączył do Motoru, często był rzucany po obu skrzydłach. W teorii — jako, że jest zawodnikiem lewonożnym — powinien grać na prawej stronie, by ścinać z piłką do środka. Lecz trener Stolarski często wystawiał go także po lewej stronie. Było to zależne od tego, kto grał po przeciwnej stronie boiska, ale także od dyspozycji Senegalczyka. Mimo że dobre występy potrafił notować po obu stronach, zawsze „czegoś” brakowało. I chyba teraz — gdy ustabilizował się na prawej stronie — to „coś” już ma.
Wiek i renoma
W przypadku tego zawodnika opinia publiczna nigdy nie zwróciła uwagi na jego wiek. Ndiaye jest przedstawicielem rocznika 2003 — podobnie jak np. Oskar Wójcik z Cracovii. Ma dopiero 22 lata i jak każdy zawodnik w tym wieku — ma jeszcze czas na rozwój. Takie umiejętności, jak np. podejmowanie decyzji, da się w tym wieku jeszcze poprawić. Jeśli Senegalczyk podtrzymałby chociaż 70% tego, co prezentował w kilku ostatnich spotkaniach, klub z Lublina będzie miał nadzieję na duży potencjał sprzedażowy.

Idealnym dowodem na słabą renomę Ndiaye w polskiej piłce jest przypadek Capity Capemby. Angolczyk zarówno pierwszy, jak i drugi (w jego przypadku niepełny) sezon w PKO Ekstraklasie skończył z sześcioma golami i jedną asystą. Do tego jest rok starszy od Ndiaye. I mimo że finalnie odszedł za raptem 2 miliony euro, wiele mówiło się o wyższych kwotach albo np. transferze do Legii Warszawa, którego domagali się kibice z Łazienkowskiej. W tym samym czasie Senegalczyk z Motoru także rozgrywał swoje dwa pierwsze sezony w PKO Ekstraklasie. Pierwszy zakończył z czterema golami i asystą, a podczas tego obecnego — mimo trzymiesięcznej kontuzji — ma już sześć goli i dwie asysty. Liczby podobne, Ndiaye młodszy, a finalnie większy „hype” zdecydowanie był na Capembę.
Konkurencja do miejsca w składzie
Motor Lublin przed sezonem chciał wzmocnić skrzydła, lecz zrobił to bezskutecznie. Transfer jeszcze się broni — jest to naprawdę ciekawy i warty uwagi zawodnik. Jednak to totalne nieporozumienie. Przyszedł z 2. ligi austriackiej i jesienią nie dostał zbyt wielu szans na boisku. Za to wiosną — mimo treningów z pierwszą drużyną — pomaga rezerwom Motoru w walce o środek tabeli 4. ligi. Brzmi to co najmniej śmiesznie. Oprócz tego Ndiaye rywalizuje o miejsce na boisku z . Ten piłkarz, owszem, miał przebłyski. Jednak tylko na przebłyskach się skończyło. Raczej nie zasługuje na pozostanie w kadrze zespołu na następny sezon.













