Larum na temat Roberta Lewandowskiego trwa na dobre od niemal końcówki 2016 roku. W Niemczech i Polsce pytają, czy Bayern nie jest zbyt uzależniony od Polaka? Szczególnie głośno zrobiło się teraz, kiedy to Polak strzela ważne gole w Bundeslidze i w Lidze Mistrzów. Czy napastnik drużyny z Bawarii potrzebuje więcej przerw, żeby odpocząć przed istotnymi meczami? Co w przypadku kontuzji? Czy reprezentacja Polski nie ucierpi przez tak mocne eksploatowanie „Lewego”?
Obecnie trwający sezon dla Lewandowskiego jest trzecim w barwach Bayernu Monachium. Przeprowadzając się do Monachium, wkroczył od razu do pierwszego składu i na tle innych liderów „Bawarczyków” pokazał, że wcale nie odstaje od nich poziomem. Ba, obecnie to właśnie Polak jest najważniejszą postacią w ekipie mistrza Niemiec. Szczególnie udowodnił to w przeciągu ostatniego tygodnia. Najpierw w 1/8 finału Ligi Mistrzów w kluczowym etapie meczu z Arsenalem strzelił gola na 2:1, a niespełna cztery minuty później popisał się kapitalną asystą przy bramce Thiago Alcantary. W sobotę Carlo Ancelotti chciał dać odpocząć „Lewemu”, ale że Bayernowi nie wiodło się najlepiej w spotkaniu z Herthą (przegrywali 0:1), wpuścił Polaka na 30 minut na boisko. Lider tabeli Bundesligi doprowadził do remisu w 96. minucie dzięki trafieniu Lewandowskiego. Był to jego 135. gol w niemieckiej lidze. Z obcokrajowców lepszy jest tylko Claudio Pizarro ze 190 bramkami na koncie.
Kluczowy temat w lokalnych mediach monachijskich i głównych sportowych w Niemczech dotyczył tego, co by się stało, jakby Polak złapał kontuzję? Analizując obecną sytuację kadrową i formę piłkarzy mogących zastąpić „Lewego”, faktycznie można podnieść alarm. W zasadzie tylko Thomas Mueller jest w stanie wejść na „dziewiątkę”, ale raz, Niemiec w tym sezonie nie imponuje formą (pięć goli we wszystkich rozgrywkach), a dwa, nigdy nie czuł się dobrze, grając jako najbardziej wysunięty piłkarz. Zresztą pokazał to też ostatni mecz w Berlinie, gdzie właśnie Mueller występował na pozycji Polaka. Kontuzja może być dramatem, ale pfuu, wyplujmy to słowo. Slogan w Bayernie pt. „Lewandowski kontuzjowany” jest kompletnie niepotrzebny. Dlaczego? Po pierwsze, sam Uli Hoeness w odpowiedzi na medialny szum powiedział, że nie boi się o ryzyko kontuzji Polaka. Głównie dlatego, że jest świetnie przygotowany fizycznie. Po drugie, w porównaniu do innych gwiazd Bayernu Lewandowski nie łapał w przeszłości groźnych urazów. A po trzecie, prze do celu, jakim jest wygrana w Lidze Mistrzów. Szczególnie na obecnym etapie sezonu 28-latek nie ma zamiaru zwalniać tempa.











