Hiszpania kontra Francja. Spotkanie, które z całą pewnością elektryzuje całą piłkarską Europę. Dla Hiszpanów to kolejny kroczek w drodze po obronę tytułu, ale patrząc na klasę rywala, może się okazać, że to krok milowy. Tymczasem podopieczni Laurenta Blanca stoją przed historyczną szansą.
Droga Hiszpanów do ćwierćfinału była, jeśli weźmiemy pod uwagę futbol, do którego wszystkich przyzwyczaili, raczej rozczarowująca i niekoniecznie usłana różami. Zaczęło się od zaskakującego remisu z reprezentacją Włoch, która skądinąd była bliższa wywalczenia trzech punktów, ale bramka Fabregasa w drugiej połowie spotkania pozwoliła odetchnąć z ulgą. Później nastąpiła prawdziwa strzelecka kanonada w meczu z Irlandią i popis Fernando Torresa, który dwukrotnie znalazł drogę do siatki rywala. Wyczyn napastnika Chelsea sprawił, że wielu zaczęło mówić o odblokowaniu się zawodnika, który ostatnimi czasy zwykł marnować wyborne sytuacje. Na koniec Hiszpania zmierzyła się z Chorwacją i choć w kuluarach spekulowano o możliwej zmowie przeciwko Włochom, to ostatecznie podopieczni del Bosque po arcynudnym spotkaniu i bramce Navasa w końcówce meczu wywalczyli cenne trzy punkty i wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera swojej grupy.

Siedem punktów, które zdobyli, nie do końca jednak odzwierciedla to, czego byliśmy świadkami na boisku. Prawdą jest bowiem, że poza spotkaniem z Irlandią wciąż aktualni mistrzowie Europy i świata nie zaprezentowali się tak imponująco jak w ostatnich latach. Przewaga nadal była widoczna, ale dystans w porównaniu z tym, co było na poprzednich turniejach, znacząco się zmniejszył. Eksperci przekonują, że taka postawa to w dużej mierze efekt nasycenia się ostatnimi sukcesami. Czy faktycznie głód zwycięstw nie jest już tak wielki? Sprawdzą to Francuzi, którzy choć nie są faworytem tej potyczki, absolutnie nie stoją na straconej pozycji.
Podopieczni Blanca, podobnie jak ich najbliżsi przeciwnicy, w trakcie turnieju pokazali dwie twarze. Na plus na pewno trzeba zaliczyć spotkanie z gospodarzem turnieju, Ukrainą, które był popisem absolutnej dominacji Francuzów. Polot, fantazja i luz w grze. To był zespół, który choć przez moment grą nawiązał do pamiętnego roku 1998. Zupełnie inaczej wyglądała postawa w pozostałych dwóch spotkaniach. O ile remis z przetrzebioną kontuzjami Anglią można rozpatrywać w kategoriach wpadki, o tyle przegrana na koniec fazy grupowej ze Szwecją powinna niepokoić wszystkich sympatyków ekipy Blanca. Tym bardziej że w starciu ze świtą Zlatana Ibrahimovicia Francuzi nie mieli nic do powiedzenia, biernie przyglądając się, jak rywale strzelają im gole.












