Czas na 15. kolejkę angielskiej ekstraklasy. I tym razem dojdzie do kilku ciekawych pojedynków. Z pewnością można za taki uznać starcie Newcastle i Chelsea. Czy podopieczni Carlo Ancelottiego wezmą rewanż za porażkę z „The Magpies” w Carling Cup? Powinni, jeżeli chcą skutecznie walczyć o obronę mistrzostwa Anglii. Niewykluczone, że bardziej emocjonujący okaże się mecz Tottenhamu z Liverpoolem. Werdykt będzie można jednak wydać dopiero w niedzielny wieczór. Najpierw warto zapoznać się z sytuacją zespołów walczących w ten weekend o punkty.
Aston Villa – Arsenal

Pojedynek ten otworzy sobotnio-niedzielne zmagania. Na Villa Park przyjedzie drużyna obecnie zajmująca trzecią pozycję w tabeli. Podopieczni Arsene Wengera wcale jednak nie musieliby startować z takiego miejsca, gdyby nie wynik zeszłotygodniowych derbów Londynu. Chociaż wygrywali oni z Tottenhamem do przerwy dwiema bramkami, to jednak przegrali przed własną publicznością i zostali bez punktów. Razem z nimi mogliby wyprzedzić mającą obniżkę formy Chelsea. Do tego doszła jeszcze porażka z Bragą w europejskich pucharach. Tymczasem z gry wypadł Cesc Fabregas. Być może przyszedł czas na wyjście z dołka, bo Arsenal od grudnia 1998 roku jest niepokonany na stadionie „The Villans”. Gospodarze również mają kłopoty kadrowe. Mało prawdopodobny jest występ Agbonlahora. Na pewno nie zagra będący ostatnio w niezłej formie Albrighton, który przeszedł niedawno operację. Niewykluczone, że przeciwko byłemu klubowi zagra Robert Pires. Szykuje się zatem dość ciekawa inauguracja kolejki.
Fulham – Birmingham

Kto by pomyślał, że po tym, co „The Cottagers” pokazali w zeszłym sezonie, na prawie półmetku sezonu będą znajdować się tuż nad strefą spadkową. Po zmianie trenera na Marka Hughesa sytuacja raczej nie ma się najlepiej. Popularny „Sparky” w zeszłym tygodniu poniósł zresztą kolejną porażkę. Tym razem na własnym stadionie uznał wyższość Manchesteru City. Jego następca w ekipie „The Citizens”, Roberto Mancini, znalazł sposób na pokonanie londyńczyków i to w dość dobrym stylu. Większe powody do zadowolenia ma Alex McLeish, który nie dość, że drugoligową drużynę wprowadził na salony, to jeszcze odnosi z nią dobre wyniki. Nic zatem dziwnego, że klub jakiś czas temu chętnie przedłużył z nim kontrakt. Zaufanie się opłaciło, w ostatniej kolejce Birmingham pokonało u siebie Chelsea. Może nie był to triumf wielki, osiągnięty dzięki wspaniałej grze, ale zawsze trzy punkty. A konsekwencja jest dziś jedną z najważniejszych rzeczy w Premier League. W końcu to liga, w której nie ma słabych drużyn. Fakt faktem na St Andrew padł ostatnio mistrz Anglii i niewykluczone, że na Craven Cottage po raz kolejny przegrają gospodarze, zwłaszcza że mają oni kłopoty kadrowe. Słabo może prezentować się atak, wszak wyautowani są Zamora oraz Dembele. Nie wiadomo wciąż, czy wystąpi Johnson.














