Wisła Kraków przegrała przed własną publicznością z Lechią Gdańsk 0:1. Gola na wagę trzech punktów dla „Biało-zielonych” zdobył w drugiej połowie Piotr Wiśniewski. Warto dodać, że to pierwsza wygrana Lechii Gdańsk w obecnym sezonie T-Mobile Ekstraklasy.
– Wszyscy wiedzieli, że awans do Ligi Mistrzów był dla nas priorytetem. Teraz będzie inaczej – mówił przed konfrontacją z Lechią Gdańsk trener Wisły Kraków, Robert Maaskant. Słowa te miały uzmysłowić wszystkim, że „Biała Gwiazda” nie będzie teraz lekceważyć swoich rywali. W przeciwieństwie do poprzedniej kolejki holenderski szkoleniowiec desygnował najmocniejszy skład przeciwko drużynie z PGE Arena Gdańsk.

Obie drużyny w pierwszej połowie gry podporządkowały się sytuacji, która wydarzyła się na trybunach. Zawodnicy wzięli sobie do serca, że jest to mecz przyjaźni, dlatego brakowało w grze obu ekip: zaciętości, walki i determinacji. Tego wszystkiego co można było zobaczyć podczas meczu Górnika Zabrze z Lechem Poznań. Kibice piłkarscy na trybunach żywiołowo wspierali obie jedenastki, natomiast podopieczni Roberta Maaskanta oraz Tomasza Kafarskiego grali chaotycznie, nie stwarzając tym samym dużej ilości sytuacji podbramkowych. Źle wyglądała gra ofensywna Wisły, gdzie David Biton nie umiał znaleźć porozumienia z Ivicą Iliewem.
Najlepszą okazję do strzelenia gola w pierwszej połowie mieli w 15. minucie meczu goście z Gdańska. Mateusz Machaj ładnie dośrodkował wtedy piłkę w pole karne, jednak udaną interwencją popisał się Siergiej Pareiko. To jednak nie był koniec zagrożenia w „szesnastce” reprezentanta Estonii. Do piłki dopadł jeszcze Rafał Janicki, aczkolwiek futbolówka ostatecznie zatrzymała się na słupku bramki.
Gospodarze co prawda byli stroną przeważającą, jednak nic z tego nie wynikało. Przede wszystkim Meliksonowi i spółce brakowało skuteczności w podejmowaniu decyzji. Dwa celne strzały na trzy kwadranse gry nie mogą być powodem do dumy. Co istotne, jeden z tych strzałów padł przed końcem czasu gry pierwszej połowy. Wtedy to crossowym zagraniem z bocznej strefy boiska popisał się Patryk Małecki, który zagrał wprost do Bitona, a ten podbijając piłkę, nie zdołał pokonać Sebastiana Małkowskiego, który przerzucił futbolówkę nad poprzeczką i piłkarze schodzili do szatni na przerwę z wynikiem bezbramkowym.
Druga odsłona miała podobny przebieg jak koniec pierwszej. Nadal to Wisła była stroną przeważającą i dyktującą warunki. Z tym, że „Lechiści” starali się wychodzić z szybkimi kontrami. Jeden z takich kontrataków skończył się golem. W 54. minucie gry kapitalnym uderzeniem wyróżnił się Ivans Lukjanovs. Strzał 24-letniego napastnika obronił jednak Pareiko, który odbił futbolówkę przed siebie. Dopadł do niej jeszcze Piotr Wiśniewski, który nie miał żadnych problemów, aby umieścić bezpańską piłkę w siatce rywali. W tym momencie na tablicy wynikowej znajdującej się na obiekcie w Krakowie wyświetlał się rezultat 0:1.












