Cel na to niedzielne popołudnie był jeden: odeprzeć wszelkie ataki Wisły Kraków, nie dopuścić do straty punktu na INEA Stadionie i przywrócić Poznaniowi mistrzostwo. Lech Poznań zremisował z Wisłą Kraków bezbramkowo i swoje zdanie wykonał. Siódmy tytuł dla „Kolejorza” stał się faktem.
Zgodnie z wszelkimi wytycznymi „relacji meczowych”, poniżej powinno znaleźć się coś na wzór sprawozdania sportowego z meczu pomiędzy „Białą Gwiazdą” a Lechem Poznań, ale… z ostatnim gwizdkiem sędziego Marciniaka nikogo minone 90 minut nie obchodzi poza jednym: koniec meczu i wynik remisowy sprawił, że INEA Stadion dosłownie zapłonął radością z odzyskania po pięciu latach tytułu najlepszej drużyny Polski.

„Kolejorz” wreszcie dojrzał do sięgnięcia po najcenniejsze trofeum w kraju. Dzisiaj na murawie podpaleni perspektywą zdobycia mistrzostwa najbardziej byli ci młodzi, którym w trzymaniu nerwów na wodzy przeszkadzają nadmierne pokłady testosteronu. Nawet zwyczajowo energetyczny Sadajew zdawał się być tego popołudnia nastawiony na wykonanie zadania, jakim było przede wszystkim nieprzegranie tego spotkania.
Droga poznańskiej lokomotywy po tytuł była kręta i zawiła, ale dzięki dodatkowemu podmuchowi wiatru wraz z finiszem sezonu Łukasz Trałka mógł podnieść upragniony przez całą Wielkopolskę puchar. Architektem sukcesu trzeba uznać Macieja Skorżę, który w sierpniu zeszłego roku obejmował Lecha roztrzaskanego pasmem niepowodzeń, z rąk tymczasowego trenera. Były trener m.in. dzisiejszego rywala „Kolejorza” wchodził do szatni, w której atmosfera była podobna do tej towarzyszącym pogrzebom. Najtrudniejsze wydawało się wtedy nieodrobienie straty do dominującej na piłkarskiej scenie Legii, co odbudowanie poczucia wartości piłkarzy Lecha, nie mówiąc już o doprowadzeniu klubu na szczyt tabeli i obronieniu pozycji lidera.
Mistrz Polski 2014/2015 został ukształtowany tak, jak i trofeum przyznawane za to osiągnięcie – efektem mozolnej pracy w ekstremalnych warunkach. Temperaturę niezbędną do formowania metalu zapewnili najliczniejsi w Polsce kibice, a narzędziem Skorży – jego przedłużeniem na boisku – okazał się być ten, który skąpany w konfetti unosił na murawie INEA Stadionu trofeum wręczone przez prezesa Ekstraklasy S.A. – Łukasz Trałka.
Defensywny pomocnik Lecha z wyszydzanego za swoje „trałkowanie” zawodnika, zainspirowany nowym projektem przy Bułgarskiej, stał się modelowy przykładem boiskowego lidera. Lidera, którego w Poznaniu od dawna brakowało, a którego ten zespół tak bardzo potrzebował. O tym, że „Kolejorz” ma środki, a także i siłę kadrową, by jak równy z równym rywalizować z obrońcami trofeum, każdy przecież wiedział. Od lat lokomotywę hamował jednak bagaż w postaci problemów z psychicznym nastawieniem do boiskowych wydarzeń. Podobny trend potwierdza w tym sezonie chociażby liczba widniejąca w rubryce „remisy”.













