W drugim sobotnim spotkaniu pierwszej kolejki T-Mobile Ekstraklasy mistrz Polski, Śląsk Wrocław, przegrał w Łodzi z Widzewem. Gospodarze prowadzili już 2:0, jednak stracili gola kontaktowego, którego zdobył Przemysław Kaźmierczak.
Obydwie drużyny podeszły do spotkania mocno osłabione. Widzewa opuściło kilku czołowych piłkarzy ze względu na kiepską sytuację finansową, natomiast szóstka graczy Śląska musi odbyć karę za popisy wokalne podczas mistrzowskiej fety. Pierwsze minuty starcia to głownie walka w środku pola. To jednak mistrz Polski doszedł do pierwszej dobrej okazji. Johan Voskamp z łatwością ograł defensora „Czerwonych” i wysunął piłkę dobrze ustawionemu Kaźmierczakowi. Strzał „Kaza”, choć był dobry, to nie zagroził bramce strzeżonej przez Mielcarza.

W 8. minucie Widzew przeprowadził pierwszą akcję ofensywną, która od razu mogła dać mu prowadzenie! Łukasz Bróź przerzucił piłkę nad obrońcami Śląska, dopadł do niej młody Alex Bruno, ale nieczysto uderzył w futbolówkę, która nie poleciała w światło bramki. Chwilę później w doskonałej sytuacji znalazł się Mateusz Cetnarski. Voskamp dostał dobre podanie przed „szesnastką”, wbiegł z piłką w pole karne i odegrał do byłego pomocnika GKS-u Bełchatów. Gol wisiał w powietrzu, jednak Mielcarz potwierdził, że dobrze przepracował okres przygotowawczy.
22. minuta przyniosła kontrowersje. Wszystko zaczęło się od podania Sochy do zawodnika Widzewa. Jeden na jednego wychodził Den Dhifallach, ale przeszkodził mu Marian Kelemen. Jak pokazały powtórki, Słowak najpierw trącił nogę Tunezyjczyka, a później złapał futbolówkę. Arbiter nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. 120 sekund później świetne dośrodkowanie otrzymał Marcin Kaczmarek. Popularny „Kaka” chciał strzelić woleja, jednak… nie trafił w piłkę. Były gracz Korony Kielce po półgodzinie gry miał szansę na poprawkę, ale jego strzał z rzutu wolnego zatrzymał się na murze. Niedługo potem to samo zrobił Kaźmierczak.
Na pięć minut przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę Kelemen wypuścił piłkę z rąk po wrzutce Kaczmarka z rogu boiska. Blisko wepchnięcia jej do siatki był jeden z widzewiaków, ale uprzedził go Rafał Grodzicki, wybijając piłkę niemal z linii bramkowej. Golkiper gości może mówić o sporym szczęściu. Nie minęło 60 sekund, a szarżującego Kaczmarka w polu karnym zatrzymał niepewnie grający dziś Socha. Gdyby piłkarzowi grającemu w RTS-ie na pozycji „dziewiątki” udało się wygrać pojedynek, znalazłby się oko w oko z bramkarzem. W ostatnich minutach pierwszej połowy działo się naprawdę dużo. Do ostatniej dobrej sytuacji doszli podopieczni Oresta Lenczyka, ale Mielcarz był na posterunku.













