Źle się dzieje nad rzekami Tyne i Wear. Obecna tabela Premier League dobitnie ukazuje, w jakim kryzysie znaleźli się przedstawiciele hrabstwa z północno-wschodniej Anglii – Sunderland i Newcastle. Rzut oka na ligowy układ z poprzednich sezonów potwierdza, że nie jest to wydarzenie bez precedensu, zwłaszcza w przypadku „Czarnych Kotów”.
Nieprzerwanie od niemalże dekady Sunderland występuje na najwyższym szczeblu ligowych rozgrywek w Anglii. Jednak w ciągu swojej 8-letniej przygody w Premier League zespół znad rzeki Wear toczy nieustanną walkę o uniknięcie spadku. Walkę dotychczas zwycięską, ale lina, po której stąpają „Czarne Koty”, jest niebywale zdradziecka. I choć liga angielska to nie cyrk, to takie porównanie jest jak najbardziej na miejscu. Wystarczy nadmienić, że od sezonu 2012/2013 zespół nie przekroczył magicznej granicy 40 oczek.

Cud. To dość rzadkie zjawisko, ale w ostatnich latach niejako prześladuje Sunderland. Wszystko rozgrywa się jednak w utartym schemacie. Fatalny start sezonu, zwolnienie trenera, zatrudnienie nowego menedżera, który w sobie tylko znany sposób utrzymuje klub w elicie. Historia jak z bajki, jednak jest też druga strona medalu.
Drużyna miała na ławce trenerskiej kilku zbawicieli, m.in. Paolo Di Canio, Gustavo Poyeta i Dicka Advocaata. Wszyscy trzej sensacyjnie utrzymali klub w Premier League, notując niesamowity finisz rozgrywek i pozostawiając za plecami rywali w walce o uniknięcie spadku. Fantastyczny styl gry, który zapewnił utrzymanie, rozbudza apetyt włodarzy i kibiców, którzy żądają ligowej czołówki w kolejnym sezonie. Trener staje się niewolnikiem własnego wyniku. Skąd my to znamy…
Z kajdanek wygórowanych oczekiwań nie udało się wyrwać ani Di Canio, ani Poyetowi. Obaj padli ofiarą przerostu ambicji nad realną sytuacją w klubie. Czy uda się temu najbardziej doświadczonemu, temu, który o trenerce wie dosłownie wszystko? Dick Advocaat już wkrótce zmierzy się z demonami przeszłości, wciąż przechadzającymi się po tunelach Stadium of Light.
Tak jak jego poprzednicy, tak i Holender dokonał niemożliwego – utrzymał Sunderland. Przejął zespół, który znajdował się na autostradzie do Championship. Drużynę zagubioną, pozbawioną jakiegokolwiek stylu gry, piłkarskiej tożsamości. Jednak Advocaat znalazł sposób na naprawę ekipy zmierzającej na samo dno. Po raz kolejny wyciągnął z szuflady już nieco zakurzoną, czarodziejską różdżkę, którą odmienił grę „Czarnych Kotów”.
https://www.youtube.com/watch?v=1f-Vp0pHXKw
I choć gdy obejmował Sunderland, był przekonany, że to jego łabędzi śpiew, że to ostatni akt w jego trenerskiej karierze, to jednak wynik, który osiągnął, a także to, jak bardzo zżył się z szatnią, zmobilizowały go do dalszej pracy. Łzy, które wylewał na konferencji prasowej wieńczącej ubiegły sezon, nie były łzami rozstania, ale łzami radości po wielkim sukcesie, którym należałoby nazwać utrzymanie w lidze. Postanowił pozostać na kolejny sezon w Anglii i po raz kolejny stanąć twarzą w twarz z wymaganiami, wyrzeczeniami i problemami wynikającymi z pracy trenerskiej. Dlaczego? Bo Dick Advocaat nie może żyć bez futbolu. Warto docenić mobilizację Holendra, który zamiast wylegiwać się na Hawajach, korzystając z uroków w pełni zasłużonej emerytury, jeszcze raz podjął rękawice. Pytanie brzmi jednak, czy Sunderland będzie w stanie zawalczyć o coś więcej…











