Mirosław Okoński to jeden z najwybitniejszych i zarazem najbarwniejszych zawodników w historii polskiego futbolu. Grał zarówno w Lechu Poznań, jak i Legii Warszawa, ale tylko w tym pierwszym klubie dorobił się statusu legendy. „Mamy zbieżne charaktery. Przehulaliśmy życie. Wpadliśmy w alkoholizm. Przegraliśmy w kasynach wszystkie zarobione pieniądze” – tak w swojej kultowej już autobiografii wspomina Okońskiego Andrzej Iwan.
Urodził się 8 grudnia 1958 roku w Koszalinie, swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Gwardii Koszalin. – Jako ośmiolatek wygrywałem turnieje strzelców, pięcioboje piłkarskie polegające na odbijaniu futbolówki lewą nogą przez paliki, prawą, głową. Grałem dzień w dzień na podwórku. Już wtedy spokojnie podbijałem piłkę trzy tysiące razy. Gdy byłem mały, udawałem na boisku Włodka Lubańskiego. Wszedł mi w głowę jego sposób gry i zawsze próbowałem go naśladować – opowiada w wywiadzie dla „Magazynu Futbol” Okoński.

W 1977 roku, mając dziewiętnaście lat, trafił do Lecha i już w swoim pierwszym sezonie był czołowym zawodnikiem poznańskiej jedenastki. Przez cały rok opuścił tylko jeden ligowy mecz. Siedem zdobytych bramek miało duży wpływ na sukces, jakim było zajęcie trzeciego stopnia podium. Wkrótce młodym napastnikiem zaczęły się interesować zagraniczne kluby. – Oglądali mnie wysłannicy Paris Saint-Germain, gdy miałem 21 lat. Wtedy sponsorem paryżan był słynny aktor Jean-Paul Belmondo, niesamowity kibol tego PSG. Przyjeżdżał więc kilka razy do Poznania, gdzie mieszkał w hotelu Merkury. Chciała mnie również Admira Wacker Wiedeń. Też się nie udało – zdradza Okoński.
W 1980 roku Okoński w dość kontrowersyjnych okolicznościach (nie powiadamiając nikogo w Poznaniu) przeszedł do Legii Warszawa, w której odbywał służbę wojskową. Przy Łazienkowskiej walnie przyczynił się do wywalczenia przez stołeczny klub Pucharu Polski w 1980 i 1981 roku. – Okoński liczył tylko dni, które pozostały do jego powrotu do Poznania – wspomina w swojej książce „Tajemnice Króla Kibiców” Andrzej Bobowski. Dlatego mimo warszawskiego epizodu „Mundek” uznawany jest przez kibiców Lecha za prawdziwą legendę klubu.
W 1982 roku Okoński powrócił do Poznania. Wiąże się tym wiele anegdot, gdyż zawodnik z różnych względów był winien Legii prawie 450 tysięcy złotych! Sprowadzenie „Okonia” na Bułgarską było inicjatywą majętnych prywaciarzy, którzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Nadzorujący całą operację Jerzy Łupicki zebrał w kawiarni hotelu Polonez 131 tysięcy złotych, które przekazało 26 przedstawicieli poznańskiego biznesu. Resztę środków dołożył klub i wielkopolscy kibice znów mogli śpiewać: „Mirek Okoński, najlepszy napastnik Polski”. Tym bardziej że powrót do stolicy Wielkopolski był fantastycznym okresem w karierze tego zawodnika. Dwa mistrzostwa Polski, dwa Puchary Polski, a także korona króla strzelców – trudno wymarzyć sobie większe sukcesy.













