Sebastian Mila przeżywa swoją drugą młodość. Stał się bohaterem reprezentacji, idolem młodych chłopców w kraju, a na koniec może stać się głównym bohaterem głośnego transferu.
Fatalny sezon w wykonaniu Lechii zmusił właścicieli do szukania kolejnych wzmocnień, tym razem jednak wybór i kierunek padł ewidentnie na sprawdzonych zawodników z uznaną marką. Wpierw pojawiły się plotki odnośnie transferu Jakuba Koseckiego do klubu z Gdańska. Byłby to powrót popularnego „Kosy” na PGE Arena, gdzie miał okazję występować w ramach wypożyczenia z Legii Warszawa. Głośniej jest jednak o przenosinach piłkarza, który stał się jednym z symboli kadry narodowej prowadzonej przez Adama Nawałkę. Alegoryczność Mili tłumaczy wielokrotne krytykowanie powołań selekcjonera, a tacy zawodnicy jak Mila, czy Milik w pierwszym składzie, to decyzje dość ryzykowne. Sebastian Mila przeżywa obecnie drugą młodość, jest ważnym zawodnikiem w reprezentacji i ponownie znalazł się w topie polskich pomocników.
Między fanami Śląska i Lechii panuje kibicowska zgoda, ale ostatni szum wywołany domniemanym transferem Mili, ochłodził stosunki między działaczami obu klubów. Sprawa jest o tyle dziwna, że włodarze WKS-u, z którym reprezentant Polski ma ważny kontrakt (do 30 czerwca 2016 roku) nic nie wiedzieli o rozmowach, ani o ofercie ze strony Lechii. Natomiast negocjacje prowadzone bez wiedzy klubu są niezgodne z przepisami FIFA oraz PZPN. Kiedy tylko w eter ruszyła informacja o przenosinach Mili do Gdańska, prezes Śląska Wrocław Paweł Żelem na łamach „Gazety Wrocławskiej” zaprzeczył wszelkim spekulacjom – Lechia nie złożyła żadnej oferty, ani nie prowadzi żadnych rozmów ze Śląskiem w sprawie ewentualnego transferu Sebastiana Mili. Trudno mi bowiem sobie wyobrazić, by Lechia i stojący za „Biało-Zielonymi” bardzo poważni i doświadczeni ludzie kierujący klubem, za plecami Śląska prowadzili zaawansowane negocjacje kontraktowe z Sebastianem, pomimo faktu, że łączy zawodnika z nami jeszcze półtoraroczna umowa.
Piłkarz Śląska nie ukrywa swojej sympatii do klubu, w którym debiutował w seniorskiej piłce, w którym zdobywał swoje pierwsze gole. Na każdym spotkaniu biega z biało-zieloną frotką, na której widnieje herb klubu z Pomorza. O tym, że Lechia kilkakrotnie starała się ponownie pozyskać Milę, nie jest wielką tajemnicą. Wypowiedź pełnomocnika Lechii ds. sportowych Jarosława Bieniuka o prowadzeniu rozmów z „Sebą” mogła wywołać lekkie zgorszenie. Za plecami Śląska rozmowy nie mogą być prowadzone, bo Mila ma ważny kontrakt, a oficjalne konwenanse nie były toczone, o czym zaprzeczył prezes Śląska. Lechia błyskawicznie zareagowała na te doniesienia, publikując oświadczenie, w którym zarzuca dziennikarzom brak rzetelności w cytowaniu słów Bieniuka. Gdy jednak wczytać się jego treść okazuje się, że tak naprawdę te pretensje są całkowicie nieuzasadnione. Przeczytajcie zresztą sami:
„Klub uważa, że słowa będące leadem materiałów podawanych na stronach internetowych portali sportowych brzmiące: „Jarosław Bieniuk, pełnomocnik zarządu Lechii ds. sportowych, oficjalnie przyznał, że gdański klub rozmawia z Sebastianem Milą. Zaznaczył jednak przy tym, że to nie pierwsze podejście do tego zawodnika.” jak np. w: „Dzienniku Bałtyckim” czy Trojmiasto.sport.pl są wypaczeniem intencji wypowiedzi pełnomocnika zarządu ds. sportowych Jarosława Bieniuka z dnia 21 listopada w porannej „Panoramie Dnia”. Jarosław Bieniuk zapytany przez dziennikarza o prawdziwość informacji podanych w wieczornym materiale portalu „Weszło” nazwał te informacje „spekulacjami dziennikarskimi”.











