Po słabym spotkaniu Milan zremisował z Napoli na San Siro. Wydarzeniem meczu była czerwona kartka Zlatana Ibrahimovicia, który bezmyślnie uderzył w twarz Salvatore Aronice.
Milan wyszedł na boisko podwójnie zmotywowany. Po pierwsze, „Rossoneri” walczą o odzyskanie pozycji lidera, a żeby tak się stało, musieli dziś odnieść zwycięstwo i liczyć na potknięcie Juventusu. Na dodatek, w rundzie jesiennej Napoli zdecydowanie pokonało mistrzów Włoch 3:1 i to też podziałało dziś pośrednio na przebieg spotkania.

Massimiliano Allegri wystawił dziś do boju następującą jedenastkę, z pewnością nie taką, jaką chciał, bo przerzedzoną licznymi kontuzjami. W bramce stanął jak zazwyczaj Abbiati, dalej obronę utworzyli Abate, Mexes, Silva i Antonini. Środek pola składał się z Nocerino, Seedorfa, Emanuelsona i Van Bommela. Natomiast o bramki postarać się mieli Robinho i Ibrahimović.
Walter Mazzarri zaskoczył, wstawiając do składu nieuwzględnionego w przedmeczowych zestawieniach Paolo Cannavaro. Oprócz niego, wybiegli od bramki: Se Sanctis, Campagnaro, Aronica, Maggio, Gargano, Dzemaili, Zuniga, Lavezzi, Hamsik i Cavani. Ta jedenastka miała zwyciężyć na San Siro po raz pierwszy od 1982 roku, a więc od czasów Diego Armando Maradony.
I już od pierwszych minut było widać chęć przerwania tej złej serii. Napoli ruszyło do przodu i od razu, bo już w 3. minucie, wykonywało dwa rzuty rożne. Z tych stałych fragmentów nic nie wynikło. I od razu kontrę zaprezentowali gospodarze. Piękna akcja Ibrahimovicia z Robinho, ale ten ostatni nie zdołał opanować piłki w polu karnym rywali. O faulu nie mogło być mowy.
Od tego momentu jednak Milan odzyskał animusz. Pierwszy groźny strzał w 8. minucie oddał Clarence Seedorf. Na posterunku był jednak Morgan de Sanctis.
Wystarczył jednak jeden błąd Nocerino i Cavani mógł znaleźć się w dogodnej sytuacji. Na szczęście dla Milanu, zdążył go powstrzymać Van Bommel, który dostał za to zagranie żółtą kartkę. Z rzutu wolnego nic nie wynikło. Ale już po chwili goście z powrotem nacierali, Zuniga skręcił w polu karnym Abate i ten dopiero w ostatniej chwili zablokował tę centrę. Znowu mieliśmy rzut rożny dla Napoli, a po nim kolejny. Lecz znowu nic dobrego z tych stałych fragmentów nie wyszło. Choć potwierdzało to świetną dyspozycję gości.
Swoją formę zaakcentował też Marek Hamsik, którego nikt nie atakował w okolicach dwudziestego metra, co przyniosło bardzo groźny strzał w 16. minucie spotkania. Później nastąpił lekki przestój i dopiero w 23. minucie mieliśmy kolejną ciekawą akcję, sprokurowaną ponownie przez defensywę gospodarzy. Tym razem błąd popełnił Mexes, a sam na sam przed bramkarzem znalazł się Ezequiel Lavezzi. Argentyńczyk chyba jednak nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, gdyż fatalnie spudłował.
Podobne pudło zanotował też Urby Emanuelson, który nietypowym strzałem chciał zwieńczyć pierwszy od dawna atak Milanu. Jego wolej przeleciał nad poprzeczką. Jednak gra gospodarzy nie wyglądała dobrze. Ich zagrania w większości niechlujne lądowały między nogami rywali – lecz to drużyna starych wyjadaczy. Chwila cwaniactwa Seedorfa i mieliśmy rzut wolny z bardzo dogodnej pozycji. Do piłki w 34. minucie podszedł oczywiście Zlatan, jednak uderzył źle, niedokładnie, a piłka zatrzymała się na murze.
Mediolańczycy grali wolno, czym starali się uśpić rywali, odniosło to pośrednio zamierzony skutek. Błędy zaczęli popełniać też obrońcy z Neapolu. Milan zaczął grać lepiej, szybciej, a przede wszystkim oddawał strzały. Widać było też większą agresję, czego efektem była żółta kartka w 40. minucie dla Seedorfa. Doświadczony Holender niespodziewanie ostro zaatakował Gargano, od razu żałując tego zagrania.
Rozbudziło to jednak jego kolegów z drużyny. Napoli zostało zamknięte na własnej połowie. Do przerwy ten stan rzeczy się utrzymał, jednak bez większego zagrożenia pod bramką Morgana de Sanctisa.
Drugie 45 minut rozpoczęło się od nietypowej zmiany. Nowym bramkarzem Milanu został bowiem Marco Amelia, który zmienił Christiana Abbiatiego. I od razu postarał się go zaskoczyć Edinson Cavani, jednak jego strzał minął słupek.
Do 49. minuty sporadycznie atakowało Napoli. Jednak właśnie wówczas po wybiciu Marco Amelii i zagraniu Zlatana, na wprost z bramkarzem znalazł się Robinho. Brazylijczyk znajdujący się ostatnio w gorszej formie fatalnie spudłował, nie trafił nawet w samego golkipera. To musiało być 1:0, naprawdę nie wiem, jak Robinho mógł tak przestrzelić, chyba on również sam tego nie wie.
Ta sytuacja rozbudziła jeszcze bardziej Napoli. Zuniga raz po raz siał postrach po lewej stronie boiska. Gospodarze zupełnie nie mogli sobie z nim poradzić. Z tym że jego koledzy nie potrafili wykorzystać jego znakomitych podań, podobnie jak centr Christiana Maggio. Widać było ewidentną dominację Thiago Silvy we własnym polu karnym. Szkoda tylko, że jego pewności nie posiadał kolega z reprezentacji narodowej, Robinho bowiem po raz kolejny znalazł się w dogodnej sytuacji w 56. minucie. Tym razem uprzedzili go obrońcy. A w następnej akcji znowu Brazylijczyk okazał się czarną owcą, przeszkadzając w oddaniu mocniejszego strzału głową Seedorfowi.
Nie zmienia to faktu, że od tego momentu Milan zaczął grać lepiej. Kolejne błędy popełniali goście, których od utraty bramki w 61. minucie uratował Morgan de Sanctis, broniąc świetny strzał Zlatana.
To była ostatnia szansa Szweda. Niecałe dwie minuty później po bezmyślnym faulu (uderzenie w policzek Aronice) osłabił swój zespół. Ibrahimović powrócił do korzeni, demony, które niszczyły jego wizerunek, powróciły.
Od tego momentu mecz nieco przygasł. Znakomitą szansę miał dopiero w 70. minucie Cavani, jednak fatalnie spudłował głową. Źle grały obie ekipy, więc trenerzy musieli coś zmienić. Mazzarri jako pierwszy poczynił korekty. Dzemailiego zastąpił Inler, a chwilę później za Seedorfa wszedł Ambrosini. W 81. minucie Aronice zmienił Goran Pandev.
Jednak tuż po wejściu napastnika to Milan miał swoją szansę. Po centrze z rzutu rożnego bliski szczęścia był najlepszy wśród gospodarzy Thiago Silva. Rozbudziło to mediolańczyków. Znowu w dobrej sytuacji znalazł się Robinho, który tym razem uderzył dobrze i mocno. Lecz de Sanctis nie dał się zaskoczyć. I to by było na tyle ze strony Brazylijczyka, gdyż chwilę później zastąpił go Maxi Lopez.
Argentyńczyk piłki dotknął zaledwie raz, gdyż ta cały czas krążyła pod jego polem karnym. Sytuacji było jednak jak na lekarstwo, a najciekawszym wydarzeniem ostatnich minut było wyrzucenie na trybuny trenera Milanu, który kwestionował decyzję sędziego.
Szlagier zawiódł zdecydowanie. Milan nie potrafił znaleźć sposobu na Morgana de Sanctisa, a Napoli grało zbyt bojaźliwie. Szczególnie że od 64. minuty miało przewagę jednego zawodnika. 0:0 i na pocieszenie dla mistrzów Włoch – Juventus także zdobył tylko jeden punkt. Pytanie tylko, jak w kolejnych kolejkach Milan poradzi sobie bez swojego lidera Zlatana Ibrahimovicia?
Ten incydent z Ibrahimoviciem byl zbędny. Nie
wiadomo jak by sie mecz ułożył gdyby nie to.
Stało się i się to już nie odstanie. Walnął go
i miał pecha .... Pewnie gdzie by nie ta kartka mecz
zakończyłby się na bezbramkowym remisie :)
Sru Sru Sru