Po czterech spotkaniach dyskwalifikacji do składu Śląska Wrocław powrócił Sebastian Mila. W meczu z PGE GKS-em kapitan mistrza Polski zaznaczył swoją obecność na boisku dwiema asystami. 30-letni rozgrywający przyznał, że pomimo korzystnego rezultatu oczekiwania nowego trenera są znacznie większe.
Zgodnie z przewidywaniami to nie było dla Śląska łatwe spotkanie. Pana dwie asysty okazały się kluczowe.
Wykonaliśmy z drużyną kawał dobrej roboty w drugiej połowie. Gdyby nie podania kolegów, nie mógłbym asystować. Myślę, że zrobiliśmy mały kroczek do przodu. Stworzyliśmy sobie naprawdę sporo sytuacji, ale to jeszcze nie jest to, czego byśmy oczekiwali w kolejnych spotkaniach. Chcemy się piąć nie tylko w górę tabeli, ale także i z formą.
Co takiego usłyszeliście w przerwie w szatni, że po wyjściu na drugą połowę od razu zdobyliście bramkę, a Wasza postawa wyglądała dużo lepiej niż w pierwszych trzech kwadransach?
Trener bardzo spokojnie, ale i konkretnie powiedział, w których elementach mamy największe problemy i jak powinniśmy poprawić naszą grę. A przede wszystkim – że powinniśmy uwierzyć w nasze zwycięstwo i musimy tę wiarę przenieść na boisko. To wystarczyło i dotarło do nas. W drugiej połowie od razu rzuciliśmy się na rywala, żeby odnieść zwycięstwo.
Pod skrzydłami nowego trenera jesteście już od kilku tygodni. Jakim szkoleniowcem jest Stanislav Levy?
To nie jest taki trener, który zadowala się takim meczem jak dzisiaj. To jest szkoleniowiec, który ma mocną rękę i wymaga zarówno od siebie, jak i od nas bardzo wiele. Na pewno to nie jest jeszcze to, czego by oczekiwał.
W tygodniu poprzedzającym mecz z Bełchatowem wspominał Pan, że będzie walczył o grę w reprezentacji. Po tak dobrym występie czuje się Pan bliżej celu?
Myślę, że każdy piłkarz musi myśleć o reprezentacji, bo to jest klucz do tego, żeby odnosić sukcesy indywidualne, drużynowe i walczyć o najwyższe cele. Nie chcę, żeby mnie źle zrozumiano, nie chcę przez media dostawać się do reprezentacji. Zrobię wszystko na boisku, żeby się w niej znaleźć.
Z Wrocławia – Paweł Zapała










