Liverpool dzięki bramce zdobytej jeszcze w pierwszej połowie przez Daniela Sturridge’a pokonał w inauguracyjnym sezon 2013/2014 meczu Stoke City 1:0. Bohaterem gospodarzy został jednak Mignolet, który w samej końcówce obronił rzut karny.
Zaczęło się. Ruszyła liga uważana przez wielu kibiców za najlepszą na świecie. Ruszyła z przytupem, bo pierwsza połowa spotkania Liverpoolu ze Stoke stała na bardzo wysokim poziomie. „The Reds” od pierwszego gwizdka przejęli inicjatywę na boisku i dyktowali warunki gry. Aż do 20. minuty podopieczni Brendana Rodgersa praktycznie nie wypuszczali rywala z jego połowy, jednak przyjezdni także mieli swoje sytuacje. To właśnie piłkarze Marka Hughesa jako pierwsi stworzyli sobie stuprocentową okazję do zdobycia gola. W 8. minucie ruszyli z szybką kontrą z własnej połowy, ale prostopadłe podanie zdołał przeciąć Daniel Agger, wybijając piłkę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z narożnika boiska zagotowało się jednak w „szesnastce” Liverpoolu. Mignolet przegrał walkę w powietrzu, a futbolówka spadła wprost pod nogi niepilnowanego Hutha. Defensor gości postawił na siłę, a nie precyzję, jednak trafił tylko w poprzeczkę. 180 sekund później najlepiej jak to możliwe odpowiedzieć mogli piłkarze Liverpoolu – Daniel Sturridge wpakował piłkę do siatki po wrzutce Stevena Gerrarda, jednak skrzydłowy gospodarzy znajdował się na pozycji spalonej.

„The Reds” z każdą minutą coraz bardziej się nakręcali. Chwilę po nieprawidłowo zdobytym golu przez Sturridge’a przed swoją szansą stanął Kolo Toure. Kolejne dośrodkowanie wylądowało na głowie właśnie czarnoskórego defensora, jednak ten, podobnie jak Huth, trafił w poprzeczkę. Po chwili znowu postrach w szeregach obronnych gości siał Sturridge, ale w ostatniej chwili wybiegł do niego dobrze interweniujący Begović. Przez kilkanaście kolejnych minut miejscowi nieco spuścili z tonu, jednak w dalszym ciągu przez zdecydowaną większość czasu utrzymywali się przy piłce. Dopiero w 29. minucie po składnej akcji Coutinho podał do Jose Enrique, ale hiszpańskiego obrońcę znowu zatrzymał golkiper gości. Po paru chwilach Coutinho jeszcze raz próbował prostopadłego podania, ale świetnie dysponowany Begović zdołał wyłapać uderzenie Sturridge’a. Bośniak skapitulował jednak przy kolejnej próbie Sturridge’a. Reprezentant Anglii zdecydował się na strzał z dystansu i otworzył wynik meczu. Stracony gol podrażnił przyjezdnych, którzy w ostatnich pięciu minutach kilkukrotnie nękali defensywę Liverpoolu. W doliczonym czasie gry gospodarzy uratował Jose Enrique, który wybił piłkę z linii bramkowej.
Początek drugiej połowy nakazywał myśleć, że Liverpool prędzej niż później podwyższy prowadzenie i będzie wyczekiwał końcowego gwizdka. Piłkarze Brendana Rodgersa w dalszym ciągu atakowali i spychali rywala do głębokiej defensywy, ale Asmir Begović był dzisiejszego popołudnia po prostu bezbłędny. Bośniak znowu dał o sobie znać w 54. minucie, kiedy to w niesamowity sposób wybronił uderzenie Jordana Hendersona. Siedem minut później w polu karnym Stoke znowu szalał Sturridge, ale i z jego strzałem z ostrego kąta poradził sobie golkiper gości, wybijając piłkę na rzut rożny. Defensywa przyjezdnych nie miała ani chwili wytchnienia, bo po kilkudziesięciu sekundach chrapkę na zdobycie gola znowu miał Henderson, jednak gracz Liverpoolu nie wykorzystał dobrej akcji Aspasa i nie zdołał podwyższyć wyniku na 2:0. Akcję kontynuował jeszcze co prawda Glenn Johnson, jednak zdołał wywalczyć jedynie rzut rożny, po którym na moment zagotowało się w „szesnastce” Stoke, ale po chwili futbolówka została wyekspediowana w boisko. Podobnie jak w pierwszej odsłonie, tak i po zmianie stron po bardzo dobrym początku Liverpool spuścił nieco z tonu, dzięki czemu swoje pięć groszy do tego widowiska dorzucić mogli piłkarze gości. Mogli, ale nie dorzucili. Podopiecznym Hughesa nie kleiły się akcje ofensywne i jakiekolwiek zagrożenie (jeśli można nazwać to zagrożeniem) stwarzali po bardzo nielicznych kontrach lub stałych fragmentach gry. Gospodarze z kolei mogli zakończyć emocje w tym pojedynku na jedenaście minut przed końcem, ale Begović poradził sobie z bardzo mocnym strzałem z rzutu wolnego Stevena Gerrarda.










