W jednym ze spotkań rozpoczynających 21. kolejkę Ekstraklasy Polonii Warszawa odniosła domowe zwycięstwo nad mistrzem Polski, Lechem Poznań. Jednym z bohaterów tego meczu był kapitan „Czarnych Koszul”, Adrian Mierzejewski. Oto, co powiedział piłkarz po skończonych zawodach.
Jak działa magia Jacka Zielińskiego?
To się okaże na koniec sezonu. Na razie spokojnie do tego podchodzimy i cieszymy się, że wygraliśmy drugie spotkanie z rzędu. Twardo stąpamy po ziemi i zdajemy sobie sprawę, że przed meczem znajdowaliśmy się na trzynastej pozycji, czyli bardzo nisko. Skupiamy się na najbliższym starciu i chcielibyśmy przedłużyć dobrą passę. Mam nadzieję, że tak się stanie.
Co nowego wniósł trener Zieliński?

Trudno powiedzieć. Próbujemy grać podobnie, a przynosi to na pewno lepsze efekty. Trener Zieliński trochę nam odpuścił, trenujemy trochę lżej i może dlatego złapaliśmy świeżości i lepiej to wygląda. Idą za tym wyniki i możemy być za to chwaleni, ale moim zdaniem dużo się nie zmieniło.
Czerwona kartka (dla Smolarka) podziałała na was mobilizująco?
Na pewno. Wydaje mi się, że w jakimś stopniu ta czerwona kartka pomogła nam się spiąć. Bardzo nam zależało i zaczęliśmy biegać jeden za drugiego. Gdyby było 11 na 11 to skończyłoby się pewnie bezbramkowo. Często tak bywa, że zespół, który gra w dziesiątkę, strzela bramkę. Chwała nam za to, bo drugi mecz z rzędu wychodzimy z trudnej sytuacji. W spotkaniu z Koroną przegrywaliśmy, teraz z mistrzem Polski graliśmy w dziesięciu. Oby tak było w przyszłości.
Jak wyglądała sytuacja z kartką z perspektywy boiska?
Nie widziałem tego. Gdyby padło na innego zawodnika, to nie miałbym wątpliwości, ale trafiło oczywiście na Arboledę. Trudno mi to jednak skomentować.
Co sądzisz o zachowaniu Arboledy?
Nie jest tajemnicą, że żaden polski zawodnik za nim nie przepada i powinno to chyba być głośno powiedziane. Jest to twardy obrońca, bardzo dobry, ale jak kogoś kopie, to nie ma do nikogo pretensji, a każde uderzenie (w niego – przyp. red.) kończy się teatrzykiem. Jest tego trochę za dużo i wydaje mi się, że nie tylko zawodnicy, ale i kibice, i nawet trenerzy mają tego dosyć.
Czy w tunelu było gorąco?
Nie. Nikt nie ma do niego pretensji, bo wszyscy się już przyzwyczaili, że każdą sytuację symuluje. Szkoda to komentować, bo wszyscy w telewizji widzieli jak to wyglądało.
Czy po tych dwóch zwycięstwach walczycie teraz o europejskie puchary?











