Po wczorajszej wiktorii Polonii Warszawa z Arką Gdynia na kilka pytań dziennikarzy odpowiedział Adrian Mierzejewski. Pomocnik „Czarnych Koszul” dwa razy pokonał brazylijskiego bramkarza gdynian.
Zanim strzeliliście bramkę, mieliście kilka sytuacji. Można mieć zastrzeżenia do skuteczności, paradoksalnie.
Tak, w dwudziestej sekundzie mieliśmy sytuację i mogliśmy ją wykorzystać. Szkoda, ale cieszą punkty i że stworzyliśmy te okazje. Pretensje możemy mieć do siebie, że tych bramek nie było więcej, ale nie ma co narzekać. Cieszą występy i Daniela [Gołębiewskiego – przyp. red.] i młodego Teodora [Łukasza Teodorczyka – przyp. red.], który wszedł w takim momencie, że mógł strzelić ze trzy bramki. My te sytuacje stwarzamy, a przeciwnik nie ma ich za dużo.
Skąd się bierze taka seria czterech meczów wygranych?

Trudno powiedzieć. To nie pytanie do mnie. Na pewno poprawiliśmy grę w defensywie, nie tracimy bramek. Każdy zespół sobie tak marzy, by wygrywać 1:0 i może wtedy grać z kontrataku, kontrolować spotkanie. Jesteśmy zespołem, który próbuje utrzymać się przy piłce. Czasami to wychodzi, a czasem nie, ale gdy strzelamy bramkę, to zdecydowanie lepiej nam się gra.
Daleko jest do ideału?
Droga jeszcze daleka. Wiadomo, że gdyby nie ta bramka na 1:0 to byłoby ciężko. Arka miała ze trzy albo cztery rzuty rożne z rzędu. Dziś nam szczęście sprzyjało. Wykorzystaliśmy to, co mieliśmy wykorzystać w odpowiednim momencie, bo ważna była bramka na 1:0, jak i na 2:0. W drugiej połowie trzecia bramka Łukasza Piątka przypieczętowała to zwycięstwo, mogliśmy spokojnie grać, a Arce się trochę odechciało.
Masz rewelacyjny sezon jeśli chodzi o zdobycze bramkowe.
Dołożyłem dwie bramki i cieszę się z tego. Szkoda, że nic nie dograłem, a były ku temu okazje bym zaliczył asystę. Cieszą te bramki i to, że strzelają je ci, którzy teoretycznie nie muszą. Pisało się przed tym spotkaniem, że Polonia jest osłabiona, nie ma Sobiecha, nie ma Smolarka i nie będzie komu tych bramek strzelać. Okazało się, że strzelali pomocnicy. W tym nasza siła.
Miałeś okazje przy drugim trafieniu podawać do Teodorczyka, ale zdecydowałeś się strzelać.
Takie sytuacje to trzeba już wykańczać. Trener Zieliński sam nam powtarzał, żebyśmy za często nie bawili się w asystentów. Gdy piłka jest w „szesnastce” czy troszkę przed nią, to stworzyć sobie sytuację i walić na bramkę. Dać szansę popełnienia błędu bramkarzowi.












