Po zremisowanym bezbramkowo spotkaniu z Bełchatowem skrzydłowy Polonii Warszawa, Adrian Mierzejewski, odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy. Zawodnik „Czarnych Koszul” oprócz dzisiejszego spotkania odniósł się również do zbliżającego się pojedynku z Wisłą Kraków, a także ewentualnych letnich ruchów transferowych.
Jesteście zadowoleni z tego bezbramkowego remisu?
Chyba nie do końca. Pierwsza połowa była taka, że jak najszybciej chcielibyśmy o niej zapomnieć, bo były to delikatne szachy. Wiadomo, że Bełchatów ostatni mecz grał w piątek, a my w niedzielę. Te dwa dni różnicy było chyba widać na boisku. W drugiej połowie stworzyliśmy jakieś sytuacje, podobnie Bełchatów. Mecz mógł się więc podobać. Oczywiście, bez szału, bo bramek nie było. Szkoda tych sytuacji i brawa dla Michała, że złapał karnego. Można żałować tej okazji z 90. minuty, gdy Bruno trafił w słupek, bo mogliśmy wygrać i dobrze pożegnać się z Konwiktorską.
Co chcecie osiągnąć w niedzielę w Krakowie przeciwko Wiśle?

Pojechać i ograć nowego mistrza. Pierwszy raz będę miał okazję zagrać w takim meczu, w którym mistrz będzie świętował. Fajnie będzie zobaczyć takie wydarzenie. Zobaczymy, na co stać nowego mistrza, który delikatnie już się bawił. Jedziemy, żeby jak najwyżej skoczyć w tabeli.
Czy jest Wam szkoda straconych pucharów?
Nie. Liczyłem, że nawet jeżeli wygralibyśmy te dwa ostatnie mecze, to mielibyśmy chyba jeden procent szans, by złapać się do pucharów. Nie było takiej presji. Jako drużyna podchodziliśmy do tego w taki sposób, że musiałby się zdarzyć cud, byśmy złapali się do pucharów.
Czy myślisz, co będzie z Tobą w przyszłym sezonie?
Na razie nic się nie dzieje, spokój i cisza. Słyszałem, że prezes chce wzmacniać zespół. Cieszę się, że trener Smuda o mnie pamiętał i zobaczymy, co będzie się działo w okienku transferowym.
W rozmowie uczestniczył Piotr Wojciechowski











