Miedź Legnica na dobre wyzbyła się koszmaru z Olsztyna


Mecz z Arką Gdynia utwierdził w przekonaniu, że Miedź Legnica jest poważnym kandydatem nawet do bezpośredniego awansu

31 października 2021 Miedź Legnica na dobre wyzbyła się koszmaru z Olsztyna
Bartłomiej Hamanowicz / www.miedzlegnica.eu

Po fenomenalnym początku zespołu wiadomo było, że nic nie trwa wiecznie. Porażka 0:3 z walczącym o utrzymanie Stomilem Olsztyn mógł wlać w serca kibiców "Miedzianki" wiele niepokoju. Czas pokazał, że był to tylko wypadek przy pracy, i następne spotkania wybitnie udowadniają, że Miedź Legnica pod wodzą Wojciecha Łobodzińskiego zmierza w dobrym, a może nawet bardzo dobrym kierunku.


Udostępnij na Udostępnij na

Zwycięstwo nad Arką Gdynia tylko to uwydatniła – nie był to porywający i pełen sytuacji bramkowych mecz, lecz taki, w którym trzeba było po prostu wcisnąć bramkę. Legniczanom ta sztuka się udała.

Miedź Legnica w końcu pokonuje Arkę Gdynia

Gdynianie zawsze są dla Miedzi bardzo niewygodnym rywalem – ostatni raz legniczanie pokonali ich 19 kwietnia 2014 roku. Od tamtej pory obydwa zespoły grały ze sobą jedenaście razy, z czego padły cztery remisy oraz aż siedem zwycięstw Arki. Szczególnie bolesny oraz pamiętliwy był mecz w zeszłym sezonie w Gdyni. Arkowcy wygrali wówczas aż 4:0, boleśnie obnażając słabości Miedzi w obronie.

W tym sezonie jednakże karta w końcu się odwróciła. Pierwsza część spotkania nie przyniosła wielu emocji. Drużyny początkowo badały się, mecz nie obfitował w szanse bramkowe, jednakże wizualnie to gospodarze sprawiali nieznacznie lepsze wrażenie. Do przerwy tym samym nie oglądaliśmy żadnych bramek.

Mecz zmienił swoje oblicze w drugiej połowie. Miedź Legnica docisnęła rywala, zaczęła coraz bardziej przeważać. Tworzyła sobie coraz ciekawsze sytuacje bramkowe, jak przewrotka Kamila Zapolnika, lecz strzały ostatecznie nie były zbyt wymagające dla bramkarza gości Daniela Kajzera. Legniczanie ostatecznie odnaleźli sposób na pokonanie golkipera w 67. minucie, a potrzebny do tego był stały fragment gry. Daniel Tront dośrodkował z rzutu rożnego, a do futbolówki najwyżej skoczył Nemanja Mijusković. Czarnogórzec strzałem głową wyprowadził swój zespół na prowadzenie, którego gospodarze już nie oddali. I chociaż w końcówce spotkania Arka przycisnęła swojego rywala, nie udało jej się doprowadzić do wyrównania.

Obrona kluczem do sukcesu

Na szczególną uwagę w spotkaniu z Arką zasługuje formacja defensywna Miedzi. Bardzo dobry mecz rozegrał Jurich Carolina. Były zawodnik Stomilu Olsztyn przez pełne 90 minut utrzymywał wysoką koncentrację i kilkukrotnie przerwał groźną akcję gości. Wysoką formę potwierdza również Mijusković. Kapitan Miedzi oprócz zdobycia bramki, podobnie jak Carolina, tłumił akcje ofensywne gdynian w zarodku. Tym większe brawa dla obrony, mając na uwadze fakt, że Arka niedawno zakontraktowała nowego trenera, Ryszarda Tarasiewicza. Ciężko było analizować Arkę, ponieważ zagrali tylko jeden mecz z nowym trenerem. Zmienili system, także my też nie wiedzieliśmy, na co musimy uważać, ale ostatecznie wszystko ułożyło się po naszej myśli – mówił po meczu Czarnogórzec. 

Wspomniana klęska w Olsztynie zmusiła Wojciecha Łobodzińskiego do roszad w formacji oraz składzie. Zespół, grający dotychczas trójką obrońców, wrócił do gry czwórką z tyłu. Miejsce w pierwszym składzie – przynajmniej na razie – stracił dotychczasowy kapitan Szymon Matuszek. W meczu ze Stomilem opuścił on boisko w 44. minucie z powodu urazu. Trener Łobodziński był więc zmuszony do roszad na tej pozycji, przed tym sezonem przesunął bowiem Matuszka z pozycji defensywnego pomocnika do środka obrony. Duet stoperów tworzą więc Jon Aurtenetxe oraz Mijusković. Na bokach z kolei coraz lepiej prezentują się wspomniany Carolina oraz Carlos Julio.

Od tego momentu legniczanie stracili zaledwie trzy bramki w sześciu meczach, a ogólnie Miedź dała sobie strzelić jedenaście goli, co jest najlepszym wynikiem w lidze, ex aequo z Koroną Kielce.

Patryk Makuch lekiem na kłopoty w ataku

W pierwszych czterech kolejkach nieoczywistym bohaterem Miedzi w formacji ofensywnej był Krzysztof Drzazga. Były zawodnik Wisły Kraków zapewnił swojej drużynie kilka ważnych punktów na samym początku sezonu, strzelając aż pięć bramek. Po tym, jak doznał ciężkiej kontuzji, legniczanie nie strzelali już tak wiele bramek – a z całą pewnością potrzebowali lidera w tej linii.

Na ich szczęście do strzeleckiej formy powrócił Patryk Makuch. Dzięki jego trafieniu Miedź zainkasowała trzy „oczka” w starciu z GKS-em Katowice, a następnie wpisał się on na listę strzelców w meczach z Sandecją Nowy Sącz czy Zagłębiu Sosnowiec. Ma on tym samym już na swoim koncie sześć trafień, co czyni go najlepszym napastnikiem w swoim zespole. Co prawda w ostatnich trzech spotkaniach nie umieścił piłki w siatce, lecz jego gra tyłem do bramki przynosi Miedzi wiele korzyści.

Mecz z Widzewem o fotel lidera

„Miedziankę” czeka w najbliższych dniach starcie z ekstraklasowym Górnikiem Łęczna w ramach 1/16 finału Pucharu Polski. Patrząc na dyspozycję obu drużyn, trudno jednoznacznie wskazać faworyta tego spotkania. Górnicy znacznie odstają od reszty stawki, lecz nie można ich lekceważyć. W ostatnim swoim meczu zremisowali na własnym stadionie z Rakowem Częstochowa, wcześniej postawili się również we Wrocławiu Śląskowi. Miedź natomiast ewidentnie jest w gazie. Niespodzianka jest możliwa.

W następnej kolejce z kolei legniczan czeka równie trudne zadanie. Pojadą oni bowiem do Łodzi na mecz z liderem Fortuna 1. Ligi, Widzewem Łódź. Różnica między obydwoma zespołami wynosi zaledwie dwa punkty – wszystko za sprawą nieoczekiwanej porażki lidera z Resovią w Rzeszowie. Jeśli Miedź pokona Widzew, zostanie nowym liderem zaplecza ekstraklasy. Wyścig o awans z całą pewnością nabiera tempa oraz rumieńców. 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze