Na pomeczowej konferencji prasowej po spotkaniu Jagiellonii z Koroną dało się wyczuć u obu trenerów niezadowolenie z końcowego rezultatu spotkania. Każda z drużyn postawiła sobie za cel trzy punkty i zdobycie jednego jest rozczarowującym wynikiem.
Leszek Ojrzyński: – To był bardzo trudny mecz. Założyliśmy sobie, że przyjeżdżamy do Białegostoku po 3 punkty i byliśmy bardzo blisko osiągnięcia tego celu. Wiedzieliśmy, że nie można spuszczać z oczu Frankowskiego. Ale jedna akcja sprawiła, że był remis. Powiedzenie „Franek – łowca bramek” okazało się prawdziwe. Wspaniale sobie ułożyliśmy tę rywalizację. Wiedzieliśmy, że na bramce będzie stał młody golkiper, dlatego naszym zamierzeniem były strzały z dystansu i czekanie na dobitki. Niestety, musieliśmy szybko zmienić Maćka Korzyma, który znajduje się w bardzo dobrej formie. Wszystko przez zbite żebra. Daliśmy się zepchnąć do obrony i w konsekwencji straciliśmy dwa punkty.
Czesław Michniewicz: – Dla nas było to bardzo trudne spotkanie. Pierwsza stracona bramka wprowadziła sporo nerwowości w nasze poczynania. Przestrzegałem moich zawodników, że to nie ta sama Korona, z którą jeszcze nie dawno Jagiellonia wygrała gładko 4:0. Przyszedł nowy trener i prowadził swoje porządki. Korona to bardzo zdyscyplinowana ekipa. Można powiedzieć, że to nie „Złocisto-krwiści” a „wściekło-krwiści” w dobrym tego słowa znaczeniu. Jeszcze wiele drużyn będzie miało bardzo duże problemy z kieleckim klubem. W drugiej połowie więcej utrzymywaliśmy się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Potem nadeszło to nieszczęśliwe zderzenie Kupisza z Małkowskim. To oczywiście nie było celowe. Życzę Zbyszkowi szybkiego powrotu do zdrowia. Dzisiaj to nie jest wynik naszych marzeń, ale szanuję ten wywalczony punkt.










