We wtorek polskie media obiegła informacja, że z funkcji trenera Pogoni Szczecin został zwolniony Jan Kocian. Na reakcję władz klubu z zachodniopomorskiego nie trzeba było długo czekać: już następnego dnia oficjalnie nowym szkoleniowcem „Portowców” został wracający do ekstraklasy po półrocznej przerwie Czesław Michniewicz.
Jan Kocian został trenerem Pogoni w październiku ubiegłego roku. Prowadzona przez niego drużyna spisywała się poniżej oczekiwań (w 14 meczach zaledwie 16 punktów i tylko jedno zwycięstwo wiosną), przez co pozycja 57-latka była już od pewnego czasu zagrożona. Sytuację nieco poprawiła wygrana 3:0 z GKS-em Bełchatów, którą szczecinianie odnieśli przed przerwą reprezentacyjną. Na początku marca prezes klubu Jarosław Mroczek ostrzegał byłego trenera Ruchu Chorzów, że to jego ostatnia szansa i że jeśli nie zacznie osiągać lepszych wyników, straci pracę. We wtorek Pogoń w fatalnym stylu przegrała z Zawiszą, co przesądziło o losach Kociana.
Według Jarosława Mroczka powodem niepowodzeń jego klubu było złe nastawienie piłkarzy, którzy nie radzili sobie z presją. – Trener Kocian ma bardzo dobry warsztat trenerski i był za dobrym ojcem dla nich. Mówił piłkarzom „damy radę, widzę, że potraficie, tylko musicie wyzwolić z siebie te umiejętności”, ale być może to było za mało, a ojciec może musi być bardziej konkretny i zdecydowany. W Pogoni potrzeba silniejszej ręki – tak swoją decyzję uzasadniał biznesmen.
Kibice jedenastej drużyny obecnego sezonu ekstraklasy domagali się, aby nowym-starym coachem został Dariusz Wdowczyk, który został zwolniony ze swojej posady kilka miesięcy wcześniej. – To bardzo miły gest ze strony kibiców, ale ja żadnej propozycji powrotu nie otrzymałem. Kiedyś jednak mam zamiar tu jeszcze wrócić, bo wciąż uważam, że nie dokończyłem swojej pracy – zapowiada były szkoleniowiec m.in. Legii Warszawa. Na come back jednak się nie zapowiada, bo – jak powiedział Mroczek – nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
W środę szczeciński klub ogłosił, że następcą Słowaka został Czesław Michniewicz. Michniewicz w ekstraklasie jest już bardzo doświadczony, a do Szczecina został sprowadzony w roli strażaka, który miałby ugasić pożar w zespole „Portowców”. – Dla jednych bycie strażakiem w klubie to dyshonor, dla mnie nie. Cieszę się, że ktoś zaufał mojemu doświadczeniu, ale niczego nie obiecuję. Bardziej będziemy trenować głowę niż nogi, bo na trenowanie nóg nie ma już czasu – powiedział na konferencji zdobywca mistrzostwa Polski z sezonu 2006/2007. W sobotę jego nowa drużyna zmierzy się z trzecią w tabeli Jagiellonią. Ekipa Michała Probierza pierwszy mecz wygrała aż 5:0. – Mecz z Jagiellonią będzie kierunkowskazem. Jeśli wygramy, to będzie realna szansa walki o pierwszą ósemkę. Jeśli nie, to skazujemy się na drugą część tabeli – zakończył 45-latek.












