Urodził się w USA, ale jego rodzice pochodzą z Polski. Zanim skończył 18 lat zagrał w młodzieżowych kadrach Polski i USA oraz w pierwszoligowej drużynie MLS Red Bulls Nowy Jork. O tym, jak do tego doszło, mówi iGol.pl Mateusz „Matt” Miazga.
Cześć Mateuszu. W jakim języku będziemy rozmawiać: po polsku czy angielsku?
Czy możesz zadawać mi pytania po polsku, a ja będę odpowiadać po angielsku? Tak będzie najlepiej. Najczęściej w ten sposób komunikuję się u siebie w domu.
Zgoda. Gratulacje z okazji debiutu! We wtorek rozegrałeś swój pierwszy mecz w barwach Red Bulls Nowy Jork. Jak grało się przeciw wielokrotnym mistrzom Francji i takim graczom jak Yoann Gourcuff?

To było wspaniałe doświadczenie! Bardzo się cieszę, że udało mi się zaliczyć debiut i to w meczu przeciwko tak wspaniałej i silnej ekipie, jaką jest Olympique Lyon. Było trochę tremy, ale szybko się ogarnąłem [śmiech].
Czy trener Mike Petke był z Ciebie zadowolony? Prowadziliście już 2:1, ale ostatecznie skończyło się na 2:2. Można było dowieźć zwycięstwo do końca?
Szkoda, że nie udało się wygrać, ale remis to też dobry rezultat. Staraliśmy się, ale Lyon to klasowa drużyna i wie, jak doprowadzić do wyrównania. Trener po meczu pochwalił wszystkich, nikogo specjalnie indywidualnie nie wyróżniał. Był zadowolony z wyniku i przede wszystkim z tego, że nikt nie doznał kontuzji, bo to – w kontekście meczów ligowych – jest dla nas najważniejsze.
Ilu członków rodziny, znajomych i przyjaciół z Clifton dopingowało Cię z trybun?
Ze znajomych w sumie kibicowało mi pięcioro kolegów i koleżanek. Z rodziny pojawili się mój wujek i dziadek. Rodzice oglądali mecz w domu w telewizji. Mój tata – który jest wielkim kibicem piłkarskim i który zaszczepił we mnie miłość do futbolu – chwalił mnie i był bardzo zadowolony z gry. Wiem, że mówił prawdę, bo zawsze zwraca mi uwagę, jeśli zrobię coś nie tak [śmiech]. Szkoda tylko, że na meczu nie było mojego rodzeństwa: 12-letniego brata i 19-letniej siostry, którzy akurat odwiedzają rodzinne strony moich rodziców – Gdynię i Rzeszów. Mój brat też gania za piłką, natomiast siostra trenuje lekkoatletykę.
Przed wejściem na płytę przeżegnałeś się – niewielu sportowców jeszcze czyni taki znak tuż przed rozpoczęciem rywalizacji. Czy to oznacza, że – podobnie jak Agnieszka Radwańska – nie wstydzisz się Jezusa i jesteś gorliwym chrześcijaninem?
Tak, jestem bardzo wierzącą osobą. Kiedyś byłem ministrantem w St. John Kanty w Clifton, gdzie wciąż uczęszczam na msze. Żegnając się przed wejściem na boisko, dziękuję Bogu za to, co mi dał. Bez Jego wsparcia nie byłbym tu, gdzie teraz jestem.












