Graczem, bez którego trudno sobie wyobrazić dzisiejszy Eintracht, jest Alexander Meier. Doświadczony 33-latek strzelił już prawie 130 bramek dla drużyny z Commerzbank Arena, wydatnie pomógł frankfurtczykom zarówno w trakcie tłustych lat w Bundeslidze, jak i chudych na jej zapleczu. Skąd się bierze fenomen Meiera i czy Joachim Loew powinien rozważyć dokooptowanie skutecznego napastnika na francuskie Euro? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.
1 lipca 2004 roku – dzień wcześniej odbył się półfinał portugalskiego Euro, w którym gospodarze pokonali Holendrów 2:1, a na ten dzień zaplanowano drugą rywalizację w tej fazie rozgrywek, Grecja – Czechy. Data ta jest również ważna dla Alexandra Meiera, wtedy właśnie trafił do frankfurckiego klubu i zaczął pisać, po niepowodzeniach w St. Pauli i Hamburgerze SV, piękną kartę w swojej karierze.
Wypalił niemal od razu, już w debiutanckim meczu z Alemannią Akwizgran (1:1), w którym strzelił gola. Pierwszy sezon w nowych barwach mógł zapisać na plus, zdobył dziewięć bramek na zapleczu, będąc jednym z architektów promocji „Orłów” do Bundesligi. W niej nie przepadł, w sezonie 2005/2006 zaliczył siedem trafień ligowych, a także wprowadził klub do finału Pucharu Niemiec.
W następnych kilku latach nie był jednak w stanie powtórzyć wyczynu z tamtych rozgrywek, głównie z powodu urazów. Pechowy był dla niego zwłaszcza 2008 rok, kiedy z powodu problemów z kolanem i przywodzicielem musiał pauzować praktycznie całe 12 miesięcy. Mocno nieudane były też rozgrywki 2010/2011, kiedy strzelił tylko dwie bramki, a Eintracht, po tragicznej rundzie wiosennej, spadł z hukiem z Bundesligi. Punktem zwrotnym była następna kampania. Zespół prowadzony już wówczas przez Armina Veha, zamiast konfrontować się z najlepszymi, był zmuszony w najlepszym wypadku grać z takimi firmami, jak: Fortuna Duesseldorf, Greuther Fuerth czy St. Pauli. Cierpienia spadkowicza zakończyły się już po roku, głównie dzięki znakomicie wyregulowanemu celownikowi Meiera, zdobył on aż 17 bramek, a cały klub dysponował wówczas najlepszą ofensywą w lidze (76 trafień).
Skoro powiedzieliśmy, że piękną kartę zaczął pisać już w 2004 roku, to na przełomie 2011 i 2012 roku zaczął tworzyć zapierające dech w piersiach piłkarskie arcydzieło – tak można określić jego występy, począwszy od tamtego okresu. Potwierdzeniem jego klasy był sezon 2012/2013, kiedy 16 goli Meiera pozwoliło awansować do europejskich pucharów, a punktem kulminacyjnym było zdobycie korony króla strzelców w ubiegłym roku. Wyczyn tym bardziej godny podkreślenia, że zdobył ten skalp, mimo iż od początku kwietnia z powodu operacji kolana ani razu nie zameldował się na placu, a ostatnią bramkę zdobył w marcu z Paderbornem. Z 19 trafieniami został pierwszym od 1994 roku, od czasów niezapomnianego Ghańczyka Anthony’ego Yeboaha, piłkarzem Eintrachtu, który osiągnął ten cel.










