Po żenująco słabym spotkaniu z nielicznymi przebłyskami Zagłębie Lubin pokonało u siebie Piast Gliwice 2:1. Bramki dla gospodarzy strzelali Jeż i Woźniak, goście odpowiedzieli trafieniem Jurado. Za to „widowisko” żadna z drużyn nie powinna jednak otrzymać choćby punktu.
Pierwsze minuty to prawdziwe oblężenie bramki gliwiczan. Piłkarze Piasta nie byli w stanie wyjść z własnej połowy, a lubinianie sunęli z kolejnymi akcjami. Swoją przewagę udokumentowali bramką w 8. minucie. Świetną akcją popisał się Pawłowski, który balansem zwiódł dwóch obrońców rywala i dośrodkował piłkę. Niefortunnie interweniował Trela, a futbolówka spadła pod nogi Jeża, który nie miał problemów z wpisaniem się na listę strzelców. Po stracie bramki goście śmielej ruszyli do ataku, ale ich akcje raziły nieporadnością. Najbardziej aktywny w szeregach Piasta był Podgórski, który dwukrotnie groźnie uderzał, ale w obu przypadkach nieznacznie się pomylił. Grę utrudniał nieco rzęsisty deszcz, toteż obu drużynom trudno było przeprowadzić jakąkolwiek składną akcję. Lepiej w tych okolicznościach odnajdywali się jednak gospodarze, którzy zdawali się w pełni kontrolować przebieg spotkania, choć po strzeleniu gola oddali inicjatywę rywalom.

W 29. minucie ładnie z rzutu wolnego uderzył Podgórski, ale Gliwa pozostał czujny w bramce. Usatysfakcjonowani wynikiem podopieczni Hapala nawet nie starali się udawać, że próbują strzelić kolejną bramkę. Zamiast tego bardzo pewnie poczynali sobie w defensywie i nie pozwalali choćby w najmniejszym stopniu rozwinąć skrzydeł Zagłębiu. To nie było widowisko, które mogło porwać kibiców. Tymczasem w 38. minucie bliski zdobycia gola był Jeż, który po dośrodkowaniu dobrze uderzył głową, ale Trela z najwyższym trudem sparował futbolówkę. W 44. minucie Piast powinien wyrównać. Przed polem karnym piłkę przejął Zganiacz, podał do Kędziory, który wstrzelił futbolówkę w pole karne. Tam najlepiej odnalazł się Podgórski i tylko fantastyczna interwencja Widanowa uchroniła Zagłębie od straty gola. Niefrasobliwość gości trwała do końca pierwszej części spotkania, Zagłębie także nie kwapiło się do ataków, więc w konsekwencji do przerwy nie obejrzeliśmy już żadnej bramki.
Druga połowa zaczęła się od dobrej okazji gospodarzy. Świetnie pokazał się Sernas, który z futbolówką popędził przed siebie, ale z ostrego kąta pomylił się o metr. Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Zagłębie dalej ustawiało szczelne zasieki, rzadko wychodząc z kontrą, natomiast Piast konsekwentnie bił głową w mur. W 62. minucie po przechwycie w środku pola na bramkę pomknął Pawłowski, ale pospieszył się ze strzałem i z zagrożenia nic nie wyszło. Kunktatorstwo gospodarzy zemściło się na nich w 64. minucie. W na pozór niegroźnej sytuacji błąd w obronie popełnił Rymaniak, który pozwolił dośrodkować Zbozieniowi, a z najbliższej odległości głową piłkę w bramce umieścił Jurado.











