Coraz bardziej oddalają się marzenia „Kanonierów” o tytule Premier League. W dzisiejszym spotkaniu po nudnej i przeciętnej grze tylko bezbramkowo zremisowali z Blackburn Rovers.
Arsenal rozpoczął mecz tak, jak się można było spodziewać po jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa Premier League. Długie rozgrywanie ataku pozycyjnego i miażdżąca przewaga na boisku. Szczęścia w pierwszych minutach spotkania szukał dwukrotnie Theo Walcott, ale na posterunku stali kolejno Samba i Robinson. Kilka minut później przewrotką próbował Arszawin, ale piłka poszybowała ponad bramkę.
Po 23 minutach pierwszy strzał na bramkę oddali piłkarze Blackburn. Emerson uderzał z rzutu wolnego, jednak bardzo niecelnie. Po chwilowej dominacji gości inicjatywę ponownie przejęli „Kanonierzy”. W 29. minucie idealną okazję zmarnował Jack Wilshare. Z prawej strony podawał mu Nasri, ale młody Anglik źle dostawił stopę i futbolówka przeszła daleko obok słupka. Kolejne minuty upływały na akcjach z obydwóch stron. Arsenal spuścił trochę z tonu, co wykorzystali podopieczni Steve’a Keana, którzy raz po raz stwarzali groźne sytuacje pod bramką Almunii.
Druga połowa zaczęła się dla gospodarzy podobnie do pierwszej. Powolne budowanie przewagi i próby strzałów, które w ogóle nie zagrażały bramce Paula Robinsona. Tymczasem to goście coraz lepiej poczynali sobie na placu gry. Częściej utrzymywali się przy piłce i umiejętnie oddalali grę od własnej bramki.
Na kwadrans przed końcem Arsene Wenger postawił wszystko na jedną kartę. Wpuścił na boisko Chamakha i Bendtnera, licząc, że pomogą kolegom zacząć strzelać na bramkę rywala. Dodatkowo z pomocą przyszedł sędzia, wyrzucając z boiska Stevena Nzonziego za faul na Kościelnym. Jednak nawet te zmiany i liczebna przewaga nie pomogły „Kanonierom”. Pod koniec spotkania strzał Bendtnera zablokował na linii bramkowej Michael Salgado, a w doliczonym czasie gry piłkę meczową zmarnował Robin Van Persie.










