W tym sezonie Widzew Łódź i Jagiellonia Białystok jeden pojedynek już stoczyły, konkretnie o wpływy z transferu Bartłomieja Pawłowskiego do Malagi. Teraz przychodzi pora zmierzyć się na boisku, a białostoczanie od czasu powrotu do elity w Łodzi jeszcze nie wygrali.
– Nie mam psychozy Widzewa ani żadnej traumy, to są jedynie statystyki – stwierdził Piotr Stokowiec. – Mamy nową ekipę, nowy sztab. Jedziemy tam w bojowych nastrojach, nastawieni na zwycięstwo. Myślę, że przed nami kolejne ciekawe i trudne spotkanie na gorącym terenie, jakim jest skazywany od kilku sezonów na pożarcie i porażkę Widzew. Dobry transfer Visniakovsa, który wystrzelił i jest jednym z najniebezpieczniejszych napastników w lidze, więc na niego trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę. Jeśli chodzi o sposób gry rywala, to mamy już swoje spostrzeżenia. Chciałbym, żebyśmy stworzyli tyle sytuacji, co z Pogonią, dołożyć do tego skuteczność i ustrzec się błędów z tyłu, wtedy gra będzie dobra i wynik powinien satysfakcjonować kibiców.

Jaki jest więc ten Widzew? Przede wszystkim młody i nieprzewidywalny. Kolejny rok z rzędu jest skazywana na pożarcie drużyna Radosława Mroczkowskiego, po raz kolejny ośmiesza wszystkich ekspertów w naszym kraju. Fakt, pomogło im dużo szczęścia i Grzegorz Waranecki, który ściągnął kapitalnego Eduardsa Visniakovsa. Po odejściu Bartłomieja Pawłowskiego Łotysz to bezsprzecznie największa gwiazda Widzewa. Wspierany przez doświadczonych Marcina Kaczmarka i Macieja Mielcarza oraz głodną gry łódzką młodzież zdobył już pięć bramek i jest liderem strzelców. Obrona Jagiellonii do najsilniejszych nie należy, więc Visniakovs na pewno będzie miał okazję do powiększenia swojego dorobku.
Ale Jagiellonia również ma kim straszyć z przodu. Do formy powoli zdaje się wracać Dani Quintana, nieźle prezentuje się ściągnięty przed sezonem Bekim Balaj, a coraz lepiej gra Tomasz Kupisz. O wiele gorzej ma się sytuacja w defensywie, co udowodniło ostatnie spotkanie z Pogonią Szczecin przegrane 3:2. Norambuena udowadnia, że piłkarz z niego taki, jak i ze mnie (czyli żaden), Pazdan świetne mecze przeplata fatalnymi, a pozostali obrońcy dostosowują się do ich poziomu.












