W drugim poniedziałkowym spotkaniu 20. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lechia Gdańsk bezbramkowo zremisowała z Wisłą Kraków. Mecz nie stał na wysokim poziomie, ale to Lechia przez większość czasu miała przewagę i tylko dobra postawa Pareiki pozwoliła wiślakom na wywiezienie znad morza punktu.
Mecz w Gdańsku rozpoczął się minutą ciszy poświęconą tragicznie zmarłym dwóm kibicom Lechii Gdańsk. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze. W 3. minucie Wiśniewski próbował wykończyć atak lewym skrzydłem, ale zabrakło mu kilku centymetrów, by trącić piłkę. W odpowiedzi wiślacy dwie minuty później za sprawą Małeckiego mogli strzelić gola, jednak futbolówka minimalnie minęła słupek. Spotkanie było rozgrywane w niezłym tempie, a obie drużyny koncentrowały się przede wszystkim na ofensywie.

Po bardzo intensywnych pierwszych 15 minutach mecz się nieco uspokoił. O wiele lepsze wrażenie sprawiali lechiści, którzy starali się dynamiczne atakować. Szczególnie aktywny był Buzała, który był najbardziej niebezpieczny. Niestety, kolejne minuty były coraz słabsze. Goście grali pewniej w obronie, ale nie byli w stanie stworzyć jakiegokolwiek zagrożenia pod bramką Buchalika. Dopiero w 37. minucie Boguski był o włos od znalezienia się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lechii, ale Buchalik zdążył zażegnać niebezpieczeństwo.
Po niezwykle obiecującym początku mecz się niesamowicie popsuł. Lechia miała więcej z gry, ale nie potrafiła skierować piłki do siatki. Wisła była jeszcze gorsza – środkowa linia „Białej Gwiazdy” była kompletnie bezproduktywna. Wszystko to złożyło się na to, że pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym wynikiem.
Pięć minut po wznowieniu spotkania dobrą akcję zakończoną uderzeniem Brożka przeprowadzili gospodarze. Strzał lewego obrońcy był mocny, ale w sam środek bramki, więc Pareiko nie miał problemów ze złapaniem piłki. W 57. minucie futbolówka spadła pod nogi Machaja, który będąc 17 metrów przed bramką, zdecydował się na strzał z woleja. Wyglądało to bardzo efektownie, jednak Pareiko nie musiał się bardzo wysilać, żeby złapać piłkę.

Lechia napierała coraz bardziej, w ciągu kilkudziesięciu sekund piłkarze trenera Kaczmarka dwukrotnie mogli się wpisać na listę strzelców. W roli głównej wystąpili Buzała i Pareiko. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł Estończyk, bo nie dał się zaskoczyć piłkarzowi Lechii. Gospodarze całkowicie dominowali i nie pozwalali Wiśle dość do głosu. Dopiero w 74. minucie wprowadzony w drugiej połowie Genkow po błędzie stopera znalazł się w niezłej sytuacji, ale kąt był spory i Buchalik zdołał odbić piłkę.











